Od jakiegoś czasu oglądamy seriale.

Dobre („Boardwalk Empire”), bardzo dobre („Knick”), rewelacyjne („True Detective” i „Fargo”), przereklamowane („Gra o tron”), takie, w których uważamy, że wszyscy bohaterowie zachowują się jak idioci, więc jednak ich nie oglądamy („Breaking bad”, „The Walking Dead”), wreszcie złe („Rodzina Borgiów”) albo klasyczne („Przyjaciele”). Ostatnio jednak sporo seriali nam się skończyło, do innych nie mamy cierpliwości i uznaliśmy, że potrzeba nam serialu na miarę tych czasów. Na miarę 2015 roku. Na miarę…lat dziewięćdziesiątych. Na miarę „Rodziny Soprano”. Oglądamy więc.

A tam sami Włosi.

Amerykańscy Włosi.

Co robią Włosi?

Gotują i jedzą. Gotują i jedzą. Czasem kogoś zastraszą, pójdą do kościoła, nakrzyczą na dziecko, ale potem odgrzeją ziti i zjedzą. Ziti. Ciągle jedzą to ziti. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie wiedziałam, co to jest ziti. Sprawdziłam więc.

Co to jest ziti?

Słodki Jezu.

Ziti to promyk słońca. Ziti to uśmiech w trudne dni. Ziti to makaronowa zapiekanka z sosem pomidorowym, mięsem, parmezanem, mozzarellą, mascarpone, ricottą i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze.

Ziti to coś, co natychmiast muszę zrobić.

Kupiłam więc dziś rano składniki (żebyście wiedzieli, jak bardzo chciałam zrobić ziti – wstałam o 7 rano, bo nie mogłam się doczekać) i teraz robię ziti. Cały dzień je robię, bo trzeba z nim poczekać do obiadu, ale nic nie szkodzi. Zaczynam od sosu pomidorowego, którego kwaśność ukrócam przy pomocy pełnej łyżki mascarpone. Przy okazji zjadam drugą łyżkę mascarpone. Zagryzam trochę sosem. Przypominam sobie, że mam w szufladzie nutellę. Łyżeczka nutelli, łyżeczka mascarpone, łyżeczka sosu pomidorowego.

Zabijcie mnie, ale to się naprawdę świetnie komponuje. POWAŻNIE. (być może jednak mam małe wyrzuty sumienia, bo teraz jest sos pomidorowy w nutelli i nutella w opakowaniu mascarpone, ale będę udawać, że nie wiem, skąd się tam wzięły) (będę również udawać, że nie mamy w domu nutelli). Do ziti jednak nie mam odwagi dodać nutelli.

Poza tym po co komu nutella, kiedy trzeba zetrzeć parmezan i pokroić mozzarellę. Przygotowałam więc ziti, wygląda przed zapieczeniem tak:

Ziti

Fajnie, nie?

A wiecie, co jest najlepsze?

ŻE TO DOPIERO PIERWSZA WARSTWA.

TAAAAAAAAAAAK, na to wszystko idzie druga, wielka warstwa klusków w sosie i sera. W środku  będzie serowa, ciągnąca się warstwa, a z wierzchu przypieczony ser. Tak to wygląda tuż przed wjazdem do pieca:

ziti_2

Czuję, jak mi się aorta obkleja tłuszczem od samego patrzenia na to. Autentycznie wiem, że od patrzenia na ziti podnosi mi się cholesterol i ryzyko miażdżycy wzrasta dziesięciokrotnie.

Nic mnie to nie obchodzi, to będzie najlepsze ziti w historii ziti.

 

Zapiekane ziti 

Porcja dla 4 osób lub 2 na dwa dni, a co.

Składniki:

  • 220 g makaronu rurki (typu ‚ziti’, nieco cieńsze od penne)
  • 250 g mięsa mielonego
  • 250 g passaty pomidorowej (może być gotowa z bazylią i oregano)
  • 1 kulka mozzarelli
  • 100 g startego parmezanu
  • 1 łyżka mascarpone
  • sól, pieprz
  • 1/3 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 cebula
  • 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:

Wstawiamy wodę na makaron, solimy. Gotujemy makaron al dente około 8 minut.

Rozgrzewamy oliwę na patelni. Podsmażamy pokrojony w plasterki czosnek razem z pokrojoną w kostkę cebulą. Po 2 minutach (jak się zeszklą) dodajemy mięso. Smażymy około 4 minut, mieszając od czasu do czasu, aż równo się zrumieni. Dodajemy passatę i smażymy razem jeszcze 7 minut na średnim ogniu (jeżeli passata jest bez dodatków, dodajemy dużo świeżej bazylii i suszonego oregano, solimy i pieprzymy). Pod koniec dodajemy łyżkę mascarpone i dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ugotowany i odcedzony makaron mieszamy dokładnie z sosem pomidorowym. Wykładamy połowę ziti do naczynia żaroodpornego, posypujemy połową parmezanu i połową mozzarelli. Wykładamy drugą warstwę, posypujemy serami.

Zapiekamy 10-15 minut, aż ser się ładnie rozpuści i zrumieni. Po wyjęciu z piekarnika warto odczekać 5 minut i dopiero potem kroić i wykładać, będzie się lepiej kroić.

Ale prawda jest taka, że sama tego nie zrobiłam, bo gdy ma się przed sobą gotowe ziti, to kto ma cierpliwość, by czekać 5 minut na pokrojenie? Tylko zobaczcie:

ziti_3

Reklamy