czyli serowo-światopoglądowe podsumowanie tygodnia.

Oto otwieram nowy, zupełnie nieregularny cykl piątkowych wpisów, w których podzielę się z Wami tym, co przez cały tydzień wyczytałam w Internetach.

W Piątkowej czytelni będziemy sobie różne rzeczy oglądać i czytać, a potem zagryzać to wszystko serem i zapijać winem.

Lecimy.

Jared Leto jest nowym Jokerem i ciężko powiedzieć, co z tego wyniknie. Po kreacji Heatha Ledgera, nad którą wszyscy się rozpływają, stworzenie czegoś nowego może być trudne. Poza tym wytwórnie od kilku ładnych lat raczą nas całymi seriami filmów o superbohaterach i nie wiem, jak Wam, ale mnie się temat już trochę znudził.

Powoli i spokojnie mijamy Plutona. No, może nie my jako ja i Wy, ale jako ludzkość mijamy. I dostajemy nowe jego zdjęcia. A potem lecimy dalej, poza nasz Układ Słoneczny. Może to i paproch w oku, ale żyjemy chyba w tej epoce eksploracji kosmosu, co to o niej czytamy w książkach sci-fi z lat 80. A może nikt już o tym nie czyta – tak czy siak, kosmos.

W następny weekend w Lublinie Carnaval Sztukmistrzów. Świetna impreza w pięknym mieście, choć z roku na rok ludzi coraz więcej i atmosfera spotkania z magią jakby powoli wygasa. Nadal to jeden z najlepszych sposobów na spędzenie weekendu. A w Lublinie można też dobrze zjeść.

Na Polonie dowiadujemy się, że każdy, kto ma nad sobą zwierzchnika, musi się czasem ukorzyć i poprosić o urlop. Nawet Juliusz Słowacki musiał. Kto pogrzebie dalej, ten się dowie, czy Słowacki urlop dostał czy nie dostał. Norwid, wiadomo, by nie dostał. Ale ten Słowacki…?

Gdyby jednak ktoś chciał się wybrać w niebezpieczną podróż, to polecam pewien uroczy i ciepły film, który doskonale komponuje się ze skonami i winem – koniecznie w towarzystwie koca, ewentualnie kogoś do przytulania. Tylko ostrożnie, bo oglądacie na własne ryzyko.

W temacie kulinarnym natomiast – małe zestawienie jedzenia, które na surowo może nam zaszkodzić. Trochę trywializmów, trochę interesujących informacji. Ziemniaki krypto-zabójcy.

I na koniec spojrzenie młodej Amerykanki o polsko-żydowskich korzeniach na kilka naszych największych miast. Jak zawsze zachwyca mnie, że obcokrajowcy z takim namaszczeniem odkrywają polskie oczywistości i śmieszy mnie, że my z takim samym namaszczeniem odkrywamy oczywistości innych krajów.

Tymczasem wracam do pracy (czyli do pilnego odkładania wszystkiego na później)(PIĄTEK). Miłego czytania!

Reklamy