a także z marchewką, kiełkami fasoli mung i sambalem!

Niespodziewanie dla wszystkich pod koniec listopada nastała zima. Długa i ciepła jesień tak mnie rozleniwiła, że zupełnie zapomniałam o istnieniu temperatur minusowych. A tu proszę – śnieg, wiatr, zawieje i zamiecie. Na taką pogodę najlepsza jest porządna zupa: treściwa i rozgrzewająca.

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Przyznam, że nie jestem fanką tradycyjnie polskich zup. Nie cierpię tłusto-bezsmakowego rosołku serwowanego w polskich domach z twardym polskim makaronikiem, nie znoszę słów „rosołek” i „makaronik”. Irytuje mnie to, że w tradycyjnych polskich zupach jest albo pusto, albo pływa w nich całe boskie stworzenie, począwszy od pietruszki, przez pasternak, po rzepę, do tego wołowina, wieprzowina i kurczak, bo przecież zupa treściwa jest tylko wtedy, gdy pływa w niej kilo mięsa.

Dlatego tak bardzo lubię zupy azjatyckie, oferujące ogromną różnorodność, która nie wymaga umieszczenia worka kartofli w misce, żeby się człowiek najadł.

Tym samym przedstawiam pierwszy (ale nie ostatni!) przepis na tajską zupę z tofu. Oczywiście można krzyczeć, że to nie prawdziwa zupa tajska, bo cośtam, cośtam. Nic mnie to nie obchodzi. Ta zupa jest po prostu pyszna, rozgrzewająca, sycąca i uzależniająca. W dodatku stanowi swego rodzaju przepis podstawowy, na którym będziemy bazować przy kolejnych zupach.

Lista składników wygląda kosmicznie dla kogoś, kto zupełnie nie ma styczności z kuchnią azjatycką jakiegokolwiek rodzaju. Zaufajcie mi: wystarczy, że kupicie kilka podstawowych składników i nagle okaże się, że a) są super wydajne i starczają na miesiące oraz b) otwierają przed Wami cały wachlarz możliwości kulinarnych.

Te podstawowe składniki to:

  • sos sambal oelek – właściwie to przecier z ostrych papryczek chilli. Absolutny must-have, który zapewnia ten charakterystyczny dla kuchni tajskiej rodzaj ostrości, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Gdy kilka miesięcy temu kupowałam swój słoik firmy Tao Tao, kosztował jakieś 8 złotych. Sosu tego używam namiętnie i nadal mam pół słoika. Dlaczego? Dlatego, że jest tak cholernie ostry, że na gar zupy wystarczają dwie płaskie łyżeczki sosu. Magia.
  • trawa cytrynowa – u mnie w postaci pasty w słoiku. Ponownie wydatek około 10 złotych, który starcza na długie miesiące.
  • sos rybny – około 15 złotych. Nadaje potrawom charakterystyczny rybny posmak – ni to umami, ni to krewetka. Od biedy można go pominąć lub zastąpić sojowym/ostrygowym, ale według mnie warto zainwestować te parę złotych i cieszyć się sosem rybnym przez długie miesiące.
  • olej sezamowy – ponownie wydatek kilkunastu złotych. Dobry olej sezamowy będzie gęsty i wydajny. Używa się go raczej do aromatyzowania potraw i przyprawiania ich niż do gotowania.

Orzeszki

Jeśli przebrnęliście przez powyższą listę składników, które umożliwiają rozpoczęcie przygody z kuchnią tajską (i każdą kuchnią azjatycką), to zapraszam poniżej, gdzie znajdziecie… przepis!

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Porcja dla dwóch osób

  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 4 cm świeżego korzenia imbiru
  • 1,5 płaskiej łyżeczki sosu sambal
  • 0,5 łyżeczki pasty z trawy cytrynowej
  • 1 kostka tofu
  • pół niedużej marchewki
  • pół puszki kiełków fasoli mung
  • pół puszki mleka kokosowego
  • 1,5 szklanki wody lub bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • garść orzeszków ziemnych niesolonych
  • szczypior

Opcjonalnie:

  • dowolny makaron azjatycki ugotowany – pszenny, sojowy, gryczany
  • 1 nieduża pierś kurczaka (postępujemy z nią tak, jak z tofu)

Przygotowanie:

Stawiamy średni garnek z grubym dnem na gazie, rozgrzewamy olej kokosowy. Czosnek i imbir ścieramy na drobnej tarce. Do rozgrzanego tłuszczu wrzucamy starty czosnek, imbir, trawę cytrynową i sambal. Dokładnie mieszamy. Smażymy na średnim ogniu przez dwie minuty, od czasu do czasu mieszając.

W tym czasie kroimy tofu (i ewentualnego kurczaka) w niedużą kostkę. Wrzucamy do podsmażonych przypraw, dokładnie mieszamy i smażymy przez około 5 minut, aż tofu i kurczak obsmażą się ze wszystkich stron i pokryją przyprawami.

W tym czasie kroimy marchewkę w cienkie paski, a następnie w nieduże słupki. Dodajemy pokrojoną marchewkę do garnka, mieszamy. Zalewamy całość wodą lub bulionem, dodajemy mleko kokosowe, cukier i sos rybny. Gotujemy na dużym ogniu przez 15 minut, uważając, by zupa nie wykipiała.

W międzyczasie nakładamy do misek kiełki fasoli i ugotowany makaron (warto pokroić go wcześniej na krótsze kawałki).

Po 15 minutach gotowania zdejmujemy zupę z ognia (będzie bardzo gorąca – chcemy, by trochę przestygła w czasie, gdy przygotowujemy dodatki).

Podgrzewamy na dużym ogniu suchą patelnię, wrzucamy na nią orzeszki. Prażymy orzeszki przez około 2 minuty, od czasu do czasu mieszając. Mają się lekko zrumienić i puścić olej, ale nie zwęglić. Zdejmujemy orzeszki na dużą deskę do krojenia i ostrym i dużym nożem siekamy je drobno. Obok siekamy również szczypior.

Do miseczek z kiełkami i makaronem wlewamy zupę. Do każdej miseczki wsypujemy garść siekanych orzeszków, posypujemy szczypiorem i polewamy kilkoma kroplami oleju sezamowego.

Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.
Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.

FAQ

  • sambal jest naprawdę, ale to naprawdę ostry. Ta wersja zupy nie powinna zwalić Was z nóg, ale ostrość można łatwo regulować: jeśli zupa jest za ostra, dodajcie więcej mleczka kokosowego. Jeśli jest zbyt łagodna, możecie dodać więcej sambalu. Pamiętajcie, by przed spróbowaniem zupy porządnie ją zamieszać – ostrość lubi zbierać się w tłuszczu wypływającym na wierzch zupy, więc próbowanie łyżką z samej góry prawie na pewno skończy się kaszlem. Nabierajcie do próbowania z dna i pamiętajcie, że tofu i pozostałe składniki są łagodne i dobrze komponują się z ostrą zupą.
  • jeśli nie macie jakiegoś składnika, nie rońcie łez! Najważniejszy jest sambal i mleko kokosowe – ich nie da się niczym zastąpić. Cała reszta zależy tylko od Was. Nie macie kiełków fasoli? Dorzućcie z marchewką pokrojonego w słupki pora. Nie macie marchewki? Dorzućcie bambusa z puszki.
  • jeśli nie dodamy kurczaka, zupa będzie wegetariańska. Pominięcie sosu rybnego uczyni z niej zupę wegańską. Dodanie makaronu ryżowego lub sojowego sprawi, że zupa będzie bezglutenowa 🙂
  • macie jeszcze jakieś pytania? Piszcie w komentarzu!

Smacznego!

Gotowa zupa. Smacznego!
Gotowa zupa. Smacznego!
Reklamy