Jakiś czas zastanawiałam się nad stworzeniem bloga o gotowaniu, bo kocham robić jedzenie. Po prostu kocham. Smażyć, piec, gotować. A potem to wszystko zjadać.

Nie mogłam się jednak zdecydować, jaki to będzie blog. Gotowanie w 15 minut? Potrawy do 5 składników?

Aż nagle mnie olśniło.

Olśnienie to przyszło z wnętrza mojej lodówki, w której miałam pewnego dnia 10 (słownie: dziesięć) różnych rodzajów sera.

Kocham ser. Mogłabym wyjść za mąż za cheddara i zdradzać go z parmezanem. Żadnych wyrzutów sumienia.

Dlatego więc zadałam sobie pytanie: czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

(Wiem, nie wszystko. Ale wszystko tutaj.)

Dlatego też ten blog poświęcony będzie jedzeniu z serem. Nie to, że ser będzie zawsze głównym bohaterem. Nie, nie. Ser nie szuka poklasku. Ser nie musi grać pierwszych skrzypiec. Ser jest doskonałym dopełnieniem wszystkiego innego.

A teraz wybaczcie, idę sobie ukroić kawałek sera, bo od tego pisania zachciało mi się jeść.

 

Nie jestem fotografem. Ani grafikiem. Ani nawet fotografikiem. Nawet nie mam aparatu. Zdjęcia robię telefonem, a potem kiepsko obrabiam w Paincie (dobra, w Gimpie). Nie ustawiam takich wielkich białych kół odbijających światło (jak one się nazywają?), nie czyszczę specjalnie talerzy (coś na d…albo na n?), ogólnie czasem nie ma zdjęć na talerzu, bo jak zaczynamy jeść (BLENDY! Ha, nie mam blendy!), to zaraz wszystko znika. Trzeba z tym żyć.

 

Reklamy