Szukaj

Cztowiek Ser

Czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

Kategoria

Bezglutenowe

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

a także z marchewką, kiełkami fasoli mung i sambalem!

Niespodziewanie dla wszystkich pod koniec listopada nastała zima. Długa i ciepła jesień tak mnie rozleniwiła, że zupełnie zapomniałam o istnieniu temperatur minusowych. A tu proszę – śnieg, wiatr, zawieje i zamiecie. Na taką pogodę najlepsza jest porządna zupa: treściwa i rozgrzewająca.

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Przyznam, że nie jestem fanką tradycyjnie polskich zup. Nie cierpię tłusto-bezsmakowego rosołku serwowanego w polskich domach z twardym polskim makaronikiem, nie znoszę słów „rosołek” i „makaronik”. Irytuje mnie to, że w tradycyjnych polskich zupach jest albo pusto, albo pływa w nich całe boskie stworzenie, począwszy od pietruszki, przez pasternak, po rzepę, do tego wołowina, wieprzowina i kurczak, bo przecież zupa treściwa jest tylko wtedy, gdy pływa w niej kilo mięsa.

Dlatego tak bardzo lubię zupy azjatyckie, oferujące ogromną różnorodność, która nie wymaga umieszczenia worka kartofli w misce, żeby się człowiek najadł.

Tym samym przedstawiam pierwszy (ale nie ostatni!) przepis na tajską zupę z tofu. Oczywiście można krzyczeć, że to nie prawdziwa zupa tajska, bo cośtam, cośtam. Nic mnie to nie obchodzi. Ta zupa jest po prostu pyszna, rozgrzewająca, sycąca i uzależniająca. W dodatku stanowi swego rodzaju przepis podstawowy, na którym będziemy bazować przy kolejnych zupach.

Lista składników wygląda kosmicznie dla kogoś, kto zupełnie nie ma styczności z kuchnią azjatycką jakiegokolwiek rodzaju. Zaufajcie mi: wystarczy, że kupicie kilka podstawowych składników i nagle okaże się, że a) są super wydajne i starczają na miesiące oraz b) otwierają przed Wami cały wachlarz możliwości kulinarnych.

Te podstawowe składniki to:

  • sos sambal oelek – właściwie to przecier z ostrych papryczek chilli. Absolutny must-have, który zapewnia ten charakterystyczny dla kuchni tajskiej rodzaj ostrości, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Gdy kilka miesięcy temu kupowałam swój słoik firmy Tao Tao, kosztował jakieś 8 złotych. Sosu tego używam namiętnie i nadal mam pół słoika. Dlaczego? Dlatego, że jest tak cholernie ostry, że na gar zupy wystarczają dwie płaskie łyżeczki sosu. Magia.
  • trawa cytrynowa – u mnie w postaci pasty w słoiku. Ponownie wydatek około 10 złotych, który starcza na długie miesiące.
  • sos rybny – około 15 złotych. Nadaje potrawom charakterystyczny rybny posmak – ni to umami, ni to krewetka. Od biedy można go pominąć lub zastąpić sojowym/ostrygowym, ale według mnie warto zainwestować te parę złotych i cieszyć się sosem rybnym przez długie miesiące.
  • olej sezamowy – ponownie wydatek kilkunastu złotych. Dobry olej sezamowy będzie gęsty i wydajny. Używa się go raczej do aromatyzowania potraw i przyprawiania ich niż do gotowania.

Orzeszki

Jeśli przebrnęliście przez powyższą listę składników, które umożliwiają rozpoczęcie przygody z kuchnią tajską (i każdą kuchnią azjatycką), to zapraszam poniżej, gdzie znajdziecie… przepis!

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Porcja dla dwóch osób

  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 4 cm świeżego korzenia imbiru
  • 1,5 płaskiej łyżeczki sosu sambal
  • 0,5 łyżeczki pasty z trawy cytrynowej
  • 1 kostka tofu
  • pół niedużej marchewki
  • pół puszki kiełków fasoli mung
  • pół puszki mleka kokosowego
  • 1,5 szklanki wody lub bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • garść orzeszków ziemnych niesolonych
  • szczypior

Opcjonalnie:

  • dowolny makaron azjatycki ugotowany – pszenny, sojowy, gryczany
  • 1 nieduża pierś kurczaka (postępujemy z nią tak, jak z tofu)

Przygotowanie:

Stawiamy średni garnek z grubym dnem na gazie, rozgrzewamy olej kokosowy. Czosnek i imbir ścieramy na drobnej tarce. Do rozgrzanego tłuszczu wrzucamy starty czosnek, imbir, trawę cytrynową i sambal. Dokładnie mieszamy. Smażymy na średnim ogniu przez dwie minuty, od czasu do czasu mieszając.

W tym czasie kroimy tofu (i ewentualnego kurczaka) w niedużą kostkę. Wrzucamy do podsmażonych przypraw, dokładnie mieszamy i smażymy przez około 5 minut, aż tofu i kurczak obsmażą się ze wszystkich stron i pokryją przyprawami.

W tym czasie kroimy marchewkę w cienkie paski, a następnie w nieduże słupki. Dodajemy pokrojoną marchewkę do garnka, mieszamy. Zalewamy całość wodą lub bulionem, dodajemy mleko kokosowe, cukier i sos rybny. Gotujemy na dużym ogniu przez 15 minut, uważając, by zupa nie wykipiała.

W międzyczasie nakładamy do misek kiełki fasoli i ugotowany makaron (warto pokroić go wcześniej na krótsze kawałki).

Po 15 minutach gotowania zdejmujemy zupę z ognia (będzie bardzo gorąca – chcemy, by trochę przestygła w czasie, gdy przygotowujemy dodatki).

Podgrzewamy na dużym ogniu suchą patelnię, wrzucamy na nią orzeszki. Prażymy orzeszki przez około 2 minuty, od czasu do czasu mieszając. Mają się lekko zrumienić i puścić olej, ale nie zwęglić. Zdejmujemy orzeszki na dużą deskę do krojenia i ostrym i dużym nożem siekamy je drobno. Obok siekamy również szczypior.

Do miseczek z kiełkami i makaronem wlewamy zupę. Do każdej miseczki wsypujemy garść siekanych orzeszków, posypujemy szczypiorem i polewamy kilkoma kroplami oleju sezamowego.

Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.
Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.

FAQ

  • sambal jest naprawdę, ale to naprawdę ostry. Ta wersja zupy nie powinna zwalić Was z nóg, ale ostrość można łatwo regulować: jeśli zupa jest za ostra, dodajcie więcej mleczka kokosowego. Jeśli jest zbyt łagodna, możecie dodać więcej sambalu. Pamiętajcie, by przed spróbowaniem zupy porządnie ją zamieszać – ostrość lubi zbierać się w tłuszczu wypływającym na wierzch zupy, więc próbowanie łyżką z samej góry prawie na pewno skończy się kaszlem. Nabierajcie do próbowania z dna i pamiętajcie, że tofu i pozostałe składniki są łagodne i dobrze komponują się z ostrą zupą.
  • jeśli nie macie jakiegoś składnika, nie rońcie łez! Najważniejszy jest sambal i mleko kokosowe – ich nie da się niczym zastąpić. Cała reszta zależy tylko od Was. Nie macie kiełków fasoli? Dorzućcie z marchewką pokrojonego w słupki pora. Nie macie marchewki? Dorzućcie bambusa z puszki.
  • jeśli nie dodamy kurczaka, zupa będzie wegetariańska. Pominięcie sosu rybnego uczyni z niej zupę wegańską. Dodanie makaronu ryżowego lub sojowego sprawi, że zupa będzie bezglutenowa 🙂
  • macie jeszcze jakieś pytania? Piszcie w komentarzu!

Smacznego!

Gotowa zupa. Smacznego!
Gotowa zupa. Smacznego!
Reklamy

Krakersy serowe

HA! Już myśleliście, że zniknęłam, że to koniec Człowieka Sera, że blog ten wyląduje na cmentarzysku sobie podobnych blogów…Nic z tego! Musiałam po prostu zarobić na ser. A Bogiem a prawdą, dobry ser kosztuje swoje.

Ale skoro już na niego zarobiłam, to teraz mogę te wszystkie pieniądze wydać na cheddary, parmezany, bursztyny i inne takie.

Poza tym musiałam też kibicować polskiej reprezentacji w siatkówkę. Słowa te piszę 10 stycznia o godzinie 12:48. Za 12 minut (dobrze policzyłam? Dwa w pamięci, przenoszę dziesięć…) rozpocznie się mecz Polski z Niemcami o możliwość dalszej kwalifikacji na igrzyska w Rio. I ja się tym jaram, nic nie poradzę. Siatkówce polskiej kibicuję od czasów, gdy po boisku biegał Świderski z włosami ufarbowanymi a’la Nick Carter z Backstreet Boys. Czyli od dawna.

Takie zmagania wymagają więc odpowiedniej oprawy. Tą oprawą okazały się krakersy serowe, którymi natchnęła mnie autorka bloga Lawendowy Dom (to w ogóle uroczy blog i polecam go zupełnie bezinteresownie). Krakersy wyszły pyszne. Zawieźliśmy je nawet na artystycznego Sylwestra. Nikt poza nami i gospodarzami ich nie jadł, bo zawierały gluten i produkty odzwierzęce, więc weganie (1/3 populacji Sylwestra) i bezglutenowcy (kolejna 1/3 populacji) sobie odpuścili. Tym samym ożarliśmy się tych krakersów jak głupi.

krakersy2

Weganie nie skorzystają, ale bezglutenowcy mogą śmiało zamienić mąkę pszenną na bezglutenową i robić takie krakersy!

Za osiem minut mecz, więc bez dalszej zwłoki: przepis!

krakersy4

Krakersy serowe

Według przepisu z Lawendowego Domu, porcja na około 30 krakersów

Składniki:

  • 125 g mąki pszennej
  • 80 g zimnego masła
  • 130 g sera bursztyn (lub dziugas, gruyere)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • gruboziarnista sól i świeżo zmielony pieprz
  • ok. 1/3 szklanki zimnej wody

Przygotowanie:

W malakserze (lub ręcznie, uprzednio krojąc masło na drobniejsze kawałki i rozcierając je z mąką) siekamy mąkę i masło, aż powstanie luźne ciasto i konsystencji okruchów chleba. Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do ciasta, dodajemy sok z cytryny, sól i pieprz do smaku i zagniatamy. W zależności od tego, jak tłusty i klejący mamy ser, będziemy musieli dolać odrobinę wody – dolewajmy po łyżce, aż ciasto sklei się razem.

Zagniatamy ciasto kilka razy na stolnicy czy blacie i formujemy długi wałek o średnicy 5-7 cm. Owijamy go folią i wkładamy do lodówki (nie do zamrażarki!) na około pół godziny.

Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Wyjmujemy wałek z lodówki i kroimy na plastry o grubości około 0,5 cm. Im dłużej ciasto będzie w lodówce, tym bardziej będzie zwarte i przy krojeniu zachowa swój kształt. Można więc uformować je w prostopadłościan (wytężam pamięć, by przypomnieć sobie nazwy brył geometrycznych) lub serduszka i upiec w takim kształcie.

Układamy w odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Pieczemy 12-15 minut, mają się zarumienić, a ser ma utworzyć zapieczone bąbelki. Po wyjęciu z piekarnika będą bardzo kruche, więc warto dać im chwilę odpocząć na blasze i dopiero potem przekładać na kratkę do ostudzenia.

Podawać same jako przekąskę do wina lub piwa albo jako podstawę mini-przekąsek z różnymi dodatkami, jak na zdjęciu poniżej. Nie mówić nikomu, że zrobiliście takie pyszne krakersy, bo Wam zjedzą.

P.S.

Chłopaki jadą na turniej do Japonii. Teraz tylko czekanie do maja…

 

krakersy1

krakersy3

Sałatka z kozim serem

Jak zapewne zauważyliście, czytam różne kulinarne książki i czasopisma, blogi i strony internetowe. Staram się nieco dokształcać i ogólnie nie zamykać się na podlaski i oscypka, tylko wychodzić też do innych serów i przepisów.

salatka_roszponka_kozi (1)

I ostatnio w „Kuchni” przeczytałam coś, co dotknęło mnie do głębi – była to rozmowa o sałacie. Tak, o sałacie. Dwóch mężczyzn w dodatku o tej sałacie rozmawiało, a zrobili to tak, że postanowiłam zmienić swoje życie (kulinarne). Padło tam między innymi z ust pana Tadeusza Pióro zdanie „Nasza kultura kulinarna cierpi na brak zrozumienia sałaty”.

I ja się z nim zgadzam. I doszłam do wniosku, że sama sałaty też nie do końca rozumiem, zrobiłam więc sałatkę z przepisu podanego pod rozmową i dotarło do mnie, że całe życie lekceważyłam sałatę, jej rozmaitość i potencjał, zwłaszcza w łączeniu z różnymi serami, które aż się proszą o skomponowanie jakiejś pysznej sałatki. Dlatego też, za „Kuchnią”, podaję przepis na:

Sałatkę z roszponki, cebuli, pomidorów i podsmażanego sera koziego

Porcja dla dwóch osób, doskonała jako wstęp do cięższego makaronu

Składniki:

  • łyżeczka musztardy sarepskiej
  • 2 i 1/2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 2-3 łyżki oliwy extra vergine
  • sól i pieprz
  • 6 garści roszponki
  • 1 mała czerwona cebula
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • 6 plastrów małej roladki koziej o grubości około 2 cm

Przygotowanie:

W kubeczku mieszamy dokładnie musztardę z octem. Ciągle mieszając, dolewamy równomiernym strumieniem oliwę. Powstanie gładka emulsja, którą doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

W dużej misce umieszczamy roszponkę, wlewamy sos i mieszamy dokładnie przy pomocy dwóch łyżek lub dwóch rąk. Cebulę kroimy na pół i na cieniutkie piórka. Dodajemy do roszponki, ponownie mieszamy bardzo dokładnie.

Kroimy pomidorki na połówki lub na ćwiartki, jeśli są duże.

Rozgrzewamy patelnię z nieprzywierającą powłoką, kładziemy na niej plastry roladki. Smażymy około 2 minut na średnim ogniu z jednej strony, przewracamy. Roladki mają się ładnie zrumienić z wierzchu i rozpuścić w środku.

Do roszponki i cebuli dodajemy pomidorki, szybko mieszamy. Wykładamy na talerze, na wierzchu układamy gorące, usmażone serki. Podajemy natychmiast same lub z grzanką.

salatka_roszponka_kozi (2)

A już wkrótce spodziewajcie się kolejnych przepisów na sałaty, bo zamierzam sałatę zrozumieć, pokochać i ujarzmić, tak by nie miała przede mną tajemnic!

Jajka zapiekane w kokilkach

Proste i pyszne śniadanko, które przygotujecie w 3 minuty. Dobra, potem potrzeba jeszcze 12 minut na zapieczenie jajek, ale przysięgam, to już tyle.

kokilka_1

Zaczniemy od napakowania kokilki samym dobrem – na dno wrzucimy najtłustszą z tłustych śmietan, najbardziej dojrzałą z dojrzewających szynek i najsuchsze z suszonych pomidorów (to nieprawda, pomidory są mokre, bo trzymane w zalewie)(pomidory olejowe)(nie brzmi dobrze).kokilka_2

 

Potem sprawa prezentuje się banalnie – wbijamy do każdej kokilki po jednym jaju, posypujemy startym żółtym serem i szczypiorem.

Przy okazji powiem Wam, że zostałam mikro-rolnikiem (rolniczką?). Na balkonie w donicach mam szczypior, miętę, bazylię, pomidory, kolendrę…I przysięgam, nie ma nic lepszego niż kanapka z pomidorem z własnego krzaczka posypana szczypiorem z własnej doniczki. Jakbym mogła, to trzymałabym na balkonie kurę albo dwie, one by sobie tam mieszkały wesoło i znosiły mi wesołe jajka. Prawdopodobnie następnie wspólnota mieszkaniowa wyrzuciłaby mnie na zbity pysk, ale miałabym przynajmniej swoje kury na pocieszenie.

Obok kur zamieszkałaby koza i mogłabym sama sobie robić roladki kozie. Zeżarłaby mi pewnie cały balkon, bo kozy zjadają wszystko, ale byłoby mleko.

Analizuję właśnie swój balkon i stwierdzam, że taka nieduża jałówka też by mi się zmieściła, więc mogłabym robić nawet edamski.

Tymczasem jednak: przepis!

Jajka zapiekane w kokilkach

Składniki dla dwóch osób

  • 2 jajka
  • 2 łyżki gęstej śmietany 36%
  • 2 łyżki pokrojonych w paski suszonych pomidorów
  • 2 łyżki pokrojonej w paski szynki dojrzewającej
  • 2 łyżki startego żółtego sera
  • szczypior

Przygotowanie:

Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Do kokilek wkładamy kolejno śmietanę, suszone pomidory, szynkę. Wbijamy delikatnie po jednym jajku, posypujemy serem i szczypiorkiem. Pieczemy 12-16 minut – białko ma się ściąć, a żółtko pozostać płynne. Podajemy z grzankami lub tostami, które można zamaczać w tym wszystkim, ser się rozpuści, żółtko rozleje i będzie pysznie, że ojej.

Smacznego!

kokilka_3

 

 

Sałatka z kozim serem

carpaccio z buraka i rukolą!

Takie cudo jadłam na Słowacji i postanowiłam, że muszę je odtworzyć w domu! Wspaniała sałatka, wegetariańska, bezglutenowa (można pominąć grzanki). Ser jest cudownie ciepły i miękki, o wyrazistym smaku. Burak jest lekko słodki, rukola orzechowa i podkreślona orzeszkami pinii. Cudo! Oryginał wyglądał tak i został podany w restauracji Zylinder o uroczym wystroju, miłej obsłudze i smacznym jedzeniu:

ser_burak
Sałatka z kozim serem

 

Link do strony restauracji: http://zylinder.sk/en/

Restauracja znajduje się w samym centrum Bratysławy i podaje fantastyczne dania z serem, między innymi…zupę serową. Tak, tak, cała zupa z sera. Piękna sprawa, zobaczcie tylko:

zupa_serowa
Zupa serowa

 

 

napar_imbir
Napar imbirowy

Warto kupić orzeszki pinii do tego dania. Są przeraźliwie drogie, ale też bardzo wydajne – zazwyczaj używamy 1 łyżki orzeszków, więc jak trafią się w rozsądnej cenie (poniżej 20 zł za 100g), to warto się w nie zaopatrzyć. Z braku orzeszków można użyć pestek słonecznika, ale efekt nie będzie już ten sam.

Co tu się dużo rozwodzić.

Przepis!

Przepis na carpaccio z buraka pochodzi z książki „Jadłonomia” Magdy Dymek.

Sałatka z kozim serem na carpaccio z buraka

Porcja dla jednej osoby

Składniki:

  • krążek rolady koziej dojrzewającej o grubości około 2,5 cm
  • garść rukoli
  • 6 plasterków carpaccio z buraka
  • 1/2 łyżki orzeszków pinii

Sos:

  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1/2 łyżeczki miodu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania buraka – szorujemy go dokładnie, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy w 220 stopniach przez 40-60 minut (w zależności od wielkości buraka, do tego dania polecam wybierać małe buraczki).

Po tym czasie studzimy buraka, obieramy z grubsza i kroimy na cieniutkie plasterki (można użyć do tego takiej  tarki).

Na suchej patelni układamy krążek sera i smażymy na średnim ogniu przez około 1,5 minuty. Po tym czasie odwracamy i smażymy 1,5 minuty na drugiej stronie. Na mniejszej suchej patelni prażymy przez ten czas (niecałe 3 minuty) orzeszki pinii, dość często potrząsając patelnią, by się nie przypaliły.

Na talerzu układamy plasterki buraka, na to kładziemy garść rukoli. Mieszamy wszystkie składniki sosu w miseczce. Na rukoli układamy ser, posypujemy całość orzeszkami pinii. Skrapiamy odrobiną sosu.

Można podać z grzanką z chleba tostowego, ale jest to opcjonalne. Zajadamy całość, bo jest przepyszne i pięknie wygląda!

Smacznego!

salatka_burak_serkozi
Sałatka z kozim serem i burakiem

 

Fritata z pomidorami i camembertem

czyli genialna wersja omleta z serem!

Fritata (gdzieś tam powinno być jeszcze jedno „t”) to cudowny jajeczny placek robiony na patelni i (w większości przepisów) dopiekany w piekarniku. Ponieważ nie posiadam patelni, która umożliwia zapiekanie w piecu (potencjalni darczyńcy patelni-do-zapiekania, urodziny mam w maju) (tylko nie wszyscy na raz, bo co ja zrobię z tymi wszystkimi patelniami) (tak naprawdę nikt mnie nie lubi i nie dostanę żadnej patelni) (zupełnie-nie-smutek), opracowałam technologię smażenia fritaty na samej patelni. Upraszcza to cały proces, a efekty są równie dobre.

Fritata prawie gotowa wygląda tak:

fritata_pomidorki

Gotowa jest, gdy ser się ładnie rozpuści, pomidorki puszczą trochę sok, a jajka kompletnie się zetną.

Danie jest bezglutenowe i łatwo podlega modyfikacjom – można usunąć szynkę, żeby było wege, dodać kiełbasę lub chorizo, żeby było bardziej mięsnie, przyprawić większą ilością papryki, żeby było ostrzej. Pełna dowolność.

Moja fritata właśnie się dosmażyła, pięknie ją kroję na patelni, podbieram taką wielką, płaską łopatką, zsuwam na talerz, nie trafiam, porcja ląduje na stole i trochę na krześle, nic nie szkodzi, wrzucam ją w postaci bezładnej masy na talerz. Krzesło szybko wycieram ręcznikiem papierowym, w chaosie kuchni ręczniki wpadają mi na patelnię z drugą częścią fritaty, nie mówcie nikomu.

Wybieram z drugiej części kawałki ręcznika, ładnie zsuwam ją na talerz i to ona jest na zdjęciu poniżej. Jeśli ktoś wypatrzy na zdjęciu fragment ręcznika papierowego, proszony jest o informację, nakleję w tym miejscu wielką czarną kropkę w Gimpie.

Przez wzgląd na delikatny zmysł estetyki internetowych odbiorców tego posta nie zamieszczam zdjęcia fritaty na talerzu numer dwa.

Idę sprzątać pobojowisko, a tymczasem: przepis!

Fritata z camembertem

Porcja dla 2 osób

Składniki:

  • 2 plasterki szynki parmeńskiej
  • 1 duży pomidor
  • 4 pomidorki koktajlowe
  • 4 jajka
  • 120 ml mleka
  • 2 cebulki dymki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oliwy
  • 60 g camemberta
  • sól, pieprz
  • pół łyżeczki wędzonej słodkiej papryki

Przygotowanie:

Szynkę kroimy na paseczki, podsmażamy minutę na suchej patelni. W tym czasie kroimy dymki w drobną kosteczkę, czosnek w cienkie plasterki, a pomidora na duże kawałki. Zdejmujemy szynkę z patelni, wlewamy łyżkę oliwy. Wrzucamy dymkę i czosnek, smażymy minutę, aż się zeszklą. Dodajemy pomidora i smażymy około 3 minut na średnim ogniu, aż sok odparuje, a pomidor się rozpadnie.

W międzyczasie mieszamy w misce mleko i jajka, doprawiamy solą, pieprzem i wędzoną papryką. Wlewamy na patelnię, mieszamy całość drewnianą łyżką, przykrywamy patelnię pokrywką.

Smażymy na małym ogniu przez 5-7 minut, co jakiś czas poruszając masę, tak by jajka równo się ścinały. Gdy po bokach będą już ścięte, wykładamy pokrojony na plasterki camembert i przekrojone na pół pomidorki. Przykrywamy i smażymy jeszcze minutę, aż ser się rozpuści.

Podajemy prosto z patelni lub wykładamy na talerze, posypane świeżo mielonym pieprzem.

fritata_pomidorki_talerz

Gryczane naleśniki z duszonym porem

szynką i serem!

Naleśniki gryczane są super. Mają lekko orzechowy posmak, smaży się je bez tłuszczu, są elastyczne i ładnie wyglądają. Można je napakować różnymi farszami i brzmieć wielce dystyngowanie, bo jednak „naleśnik z porem” nie brzmi tak dobrze jak „gryczany naleśnik z porem”. Ten drugi ma w sobie jakąś elegancję, jakąś moc. Nie ma natomiast w sobie glutenu.

Przepisów na naleśniki gryczane jest w internetach miliony, ja nie mogłam się na żaden zdecydować, więc ostatecznie wymyśliłam własny na bazie tego, co robią inni. Wymieszałam wszystko, odstawiłam na pół godziny i smażę.

Rozgrzewam patelnię (mam taką specjalną, do naleśników, kupiłam kiedyś z jakąś mąką w promocji).

Wylewam pierwszą chochelkę ciasta.

Niecierpliwię się.

Niecierpliwię się.

Zaczynam za wcześnie dłubać w naleśniku, patelnia była za mało rozgrzana, jednym słowem, wyszło mi to:

nalesnik_spalony

 

Cóż, pierwszy naleśnik (w tym wypadku również patelnia) zawsze na straty. Ale nic to! Rozgrzewam drugą patelnię, tym razem porządnie. Naleśniki smażą się jak złoto! Jeszcze tylko farsz i starty żółty ser, zapieczemy to wszystko razem… Palce lizać!nalesniki_farsz

Z podanych składników wychodzi 11 naleśników (w tym jeden zepsuty). Składniki podane na farsz wypełnią 5 naleśników.

Co tu dużo gadać: przepis!

 

Gryczane naleśniki z duszonym porem

Porcja dla 2 osób – 5 naleśników, drugie 5 zostanie

Składniki:

Naleśniki:

  • 1 szklanka (250 ml) mąki gryczanej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 jajko
  • 1 i 1/2 szklanki zimnej wody
  • pół łyżeczki soli

Farsz i dodatki:

  • 100 g pora
  • 90 g szynki
  • łyżka oliwy
  • 3 czubate łyżki kwaśnej śmietany 18%
  • 30 g żółtego sera (np. pecorino)
  • sól, pieprz

 Przygotowanie:

Mieszamy w misce wszystkie składniki ciasta na naleśniki, miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy na co najmniej pół godziny (ciasto zmieni konsystencję).

Kroimy pora na piórka a szynkę w kosteczkę. Rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy. Podsmażamy pora, aż się zeszkli, około 4 minuty. Dodajemy szynkę, sól, pieprz i śmietanę. Dusimy pod przykryciem przez 10 minut, aż por zupełnie zmięknie.

Ciasto na naleśniki mieszamy, jeśli jest za gęste, dodajemy odrobinę wody. Naleśniki smażymy z obu stron na dobrze rozgrzanej, nieprzywierającej patelni – nie ma konieczności smarowania patelni tłuszczem. Naleśniki gryczane smażą się chwilę dłużej niż zwykłe.

Wykładamy na środek naleśnika po 2 czubate łyżki farszu, zawijamy i układamy obok siebie w naczyniu żaroodpornym. Posypujemy żółtym serem, zapiekamy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 15 minut.

Smacznego!


nalesniki

 

Quinoa z tofu

marchewką i sezamem.

Superszybkie i bardzo fajne danie dla wegetarian i bezglutenowców – wystarczy skorzystać z bezglutenowego sosu sojowego.

Wspaniałym składnikiem wykorzystanym w tym daniu jest pasta miso. Jakiś czas temu kupiłam w sklepie eko wielkie opakowanie 250 g tej pasty i nie mogę się nią nacieszyć. Miso to podstawa misoshiru, czyli tradycyjnej zupy japońskiej, takiego azjatyckiego rosołu. Nadaje się jednak również do wielu innych potraw, nadając im smaku słono-umami. Warto spojrzeć na skład pasty miso – moja składa się wyłącznie z fermentowanej soi, więc jest w porządku, ale kiedyś kupiłam taką, której lista składników była długości napisów końcowych do trzeciej części „Władcy Pierścieni”. Stanowczo za długa.

Tak na marginesie – czym jest smak umami? Przyznam szczerze, że dla mnie jest jeszcze zagadką. To smak wyodrębniony stosunkowo nie dawno, jeszcze jakiś czas temu klasyfikowany jako słony. Rozumiem, że jest w sosie sojowym i w miso. Poniekąd zaczynam go rozpoznawać jako rybno-słono-rosołowy. Tak naprawdę jednak mam wrażenie, że jest takim smakiem-ulepszaczem do innych smaków. W tej funkcji sprawdza się świetnie, zwłaszcza w kuchni azjatyckiej.

To danie to przy okazji moje pierwsze spotkanie z komosą ryżową (są teraz takie modne kasze i inne kulki, kasza bulgur, quinoa, kasza jaglana – powoli je testuję) i zakończone sukcesem – quinoa jest lekko ryżowa, ma fajny posmak i ładnie się prezentuje.

No i tofu. Tofu, tofu. Ser to czy nie ser? Chyba jednak ser, tak się przynajmniej o nim zwykło mówić, więc traktuję go jak ser. Tofu nie ma smaku. Można się ze mną nie zgadzać, można się kłócić, można mi tu wypisywać, że tofu to, tofu tamto – nie. Tofu smaku nie ma, ewentualnie ma bardzo dziwny. To jednak nic nie szkodzi, bo utopione w sosie sojowym, przyprawach i komosie ryżowej tofu zmienia jest w pyszne kosteczki! Zatem – do dzieła!

 

kinoa

Quinoa z tofu

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • pół opakowania serka tofu
  • 1 średnia marchewka
  • 1/3 szklanki komosy ryżowej (u mnie trzykolorowej)
  • szczypiorek
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżka miso
  • łyżka sezamu
  • łyżeczka oleju sezamowego
  • łyżka cukru
  • 1 ząbek czosnku
  • łyżka oleju kokosowego

Przygotowanie:

Zalewamy komosę ryżową szklanką wody, gotujemy pod przykryciem na średnim ogniu przez około 20 minut, do wchłonięcia całego płynu.

Marchewkę obieramy, obieraczką ścinamy cienkie paski marchewki. Tofu kroimy w kosteczkę, czosnek na cienkie plasterki. Rozgrzewamy w woku łyżkę oleju kokosowego, dodajemy marchewkę i czosnek, smażymy minutę. Dodajemy tofu i smażymy około 4 minuty, często mieszając, by podsmażyło się z każdej strony.

W tym czasie w miseczce mieszamy sos sojowy, wodę, miso, cukier i olej sezamowy. Dodajemy do woka, smażymy minutę. Dodajemy ugotowaną komosę, mieszamy dokładnie, posypujemy sezamem.

Wykładamy na talerze, przed podaniem posypujemy szczypiorkiem. Smacznego!

kinola2

Quinoa z fetą

suszonymi pomidorami, cebulą, szczypiorkiem…

Jednym słowem, z całym bogactwem inwentarza.

Suszone pomidory są moją miłością odkąd pierwszy raz ich spróbowałam. Nawet nie pamiętam, gdzie i kiedy to było. Może kupiłam je do jakiegoś przepisu? Może gdzieś w restauracji? Nie wiem. W domu rodzinnym nie korzystało się z nich w ogóle, więc na pewno nie wyniosłam ich stamtąd. A szkoda, bo to oznacza, że przez kilkanaście lat życia mogłam jeść suszone pomidory, a nie jadłam. Co za marnotrawstwo.kinoa_feta2

Ogólnie pomidory uważam za zły pomysł. Są kłamliwym warzywem (owocem). Udają, że mają smak, a tak naprawdę rzadko kiedy mają. To pewnie wina dostawców, którzy sprzedają pomarańczowe, wodniste kule i twierdzą, że to pomidory. Kiedyś przyjaciółka przyniosła mi pomidora takiego z krzaka, wiejskiego. Ten to był dobry! Ten to miał smak! W większości jednak pomidory smaku nie mają – dostają go, jak się je podda jakiejś obróbce termicznej.

Najlepszym znanym ludzkości sposobem na obróbkę termiczną pomidora jest wysuszenie go na słońcu, a następnie zalanie oliwą z przyprawami.

I pozwolę tu sobie na (kolejną) dygresję – Monica Geller, kucharz i gospodyni, wyśmiała suszone pomidory. Otóż, droga Monico, NIE ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ, a poza tym CHANDLER MA RACJĘ. Rozchodzi się o tę scenę z nieśmiertelnych „Przyjaciół”:

Monika nie zna się na pomidorach.

Po tej scenie przestałam wierzyć, że Monica umie gotować. Serio, jeden z paradygmatów tego świata po prostu runął. Dobrze chociaż, że lubi śmierdzący i stary ser, no ale te pomidory? CO JEST NIE TAK Z SUSZONYMI POMIDORAMI? Jeśli ktoś wie, to niech się podzieli tą tajemną wiedzą.

Sałatka jest z prostym cytrynowym winegretem na bazie oleju rydzowego. Olej rydzowy sam w sobie ma lekko cytrynowy posmak, więc super się do tego nadaje. W połączeniu z miętą i fetą – niebo w gębie. Można go zastąpić dobrą oliwą.

Ja tymczasem podzielę się tajemną wiedzą na temat tego pysznego i prostego dania:

Quinoa z fetą

Porcja na przekąskę dla 4 osób

Składniki:

  •  1/3 szklanki komosy ryżowej
  • 1/3 czerwonej cebuli
  • 12 kostek fety
  • 6 suszonych pomidorów
  • 5 zielonych oliwek
  • 1 łyżka pestek słonecznika
  • 2 łyżki szczypiorku
  • 3 listki mięty
  • sok z połówki cytryny
  • 1 łyżka oleju rydzowego
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Zalewamy komosę 1 i 1/3 szklanki zimnej wody, stawiamy na dużym ogniu i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy pod przykryciem na średnio dużym ogniu przez około 20 minut, do wchłonięcia całej wody.

W czasie, gdy quinoa się gotuje, kroimy cebulę w cieniutkie piórka, suszone pomidory w paseczki, oliwki kroimy na pół, szczypiorek siekamy. W szklance mieszamy sok z cytryny, olej i posiekaną miętę (lub pół łyżeczki mięty suszonej). Doprawiamy solą i pieprzem.

Studzimy ugotowaną komosę, mieszamy z wszystkimi składnikami i sosem, na koniec posypujemy pestkami słonecznika. Podajemy na zimno jako przekąskę, sałatkę, lub jako przystawkę do mięsa.

Smacznego!

quinoa_2_2

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑