Szukaj

Cztowiek Ser

Czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

Kategoria

Makaron

Sałatka BLTM

Czyli sałatka makaronowa z boczkiem, sałatą, pomidorami i mozzarellą, z absurdalnie dobrym sosem z awokado i jogurtu.

Brzmi dobrze?

Poczekajcie, aż jej spróbujecie.

salatkabltm2
Sałatka BLTM

W międzyczasie opowiem Wam, skąd wziął się przepis. Otóż jakiś czas temu odkryłam, że jestem strasznie słaba w Internety. Fejsik, trochę 9gaga, kilka blogów kulinarnych i już. Koniec. Lord mediów społecznościowych.

Postanowiłam więc sprawdzić, jak działają te wszystkie insta, snapy, linki, twitty itp. Dobra, przyznaję, Twittera mam, ale używam go tylko do śledzenia siatkarzy (którzy – poza Andreą Anastasim – nic nie piszą, bo grają w siatkówkę) i polityków i dziennikarzy politycznych (którzy z kolei cierpią zbiorowo na kompulsywne wysyłanie tłitów z każdą swoją niesamowicie odkrywczą i bardzo przemyślaną myślą). Więc Twittera znam, medium mnie nie rusza.

Zainstalowałam zatem Snapchata na telefonie, a następnie zgłupiałam. Co tam się robi? Jak się tego używa? Kuba uświadomił mi więc, że tam się wrzuca i to znika, albo że ktoś wrzuca i to znika.

Mój poziom zainteresowania cudzym życiem jest wprost proporcjonalny do poziomu zainteresowania ekshibicjonizmem, więc Snapa odinstalowałam jakieś dwie minuty po zainstalowaniu.

Na Instagrama weszłam, zobaczyłam pierwsze zdjęcie z pierdylionem hasztagów i wyszłam. To nie na moje nerwy.

Ale Pinterest! Ha! No to jest strzał w dziesiątkę! Spędziłam na pinie godziny. Codziennie zaglądam (jako obszary zainteresowań mam wybrane „ser”, „grill” oraz „grillowany ser”), codziennie znajduję coś fajnego. Przez Pina dotarłam także na kanał na YouTube (który również zaczynam dopiero odkrywać jako źródło czegoś fajnego, taka jestem nowoczesna), który zwie się Laura in the Kitchen. Pani Laura jest Włoszką, jej tata był kucharzem i ona teraz prowadzi sobie stronę internetową, kanał na jutubie, pisze książki i ogólnie wygląda jak doskonale skonstruowany produkt marketingowy, ALE!

To w niczym nie przeszkadza, bo ma naprawdę fajne przepisy.

Dzisiejsza sałatka jest właśnie inspirowana przepisem Laury na sałatkę BLT, który nieco zmodyfikowałam.

Sos jest tak boski, że będziecie go jeść łyżkami, przysięgam. Potrzebna jest do niego mieszanka ranczerska (to dziwaczne słowo, ale widzę, że internety je stosują, więc niech już będzie: chodzi o ranch dressing mix). W Stanach dostępna jest w każdym sklepie, u nas nie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu ją zrobić. A naprawdę warto, bo później można ją przechowywać w słoiku miesiącami i brać po łyżce do sosów i cieszyć się pysznym dodatkiem. Polecam!

Sałatka BLTM

Porcja dla 4 osób wg przepisu Laury Vitale

Składniki:

  • 330 g ugotowanego makaronu muszelki
  • 130 g mozzarelli w kulce
  • 330 g pomidorów
  • 75 g boczku
  • dwie duże garści rukoli
  • 3 duże ząbki czosnku
  • sól, pieprz

Sos:

  • 1 awokado obrane ze skórki, bez pestki
  • 1 kubeczek jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka mieszanki ranczerskiej*

Mieszanka ranczerska:

  • 1/2 szklanki mleka w proszku
  • 2 łyżeczki suszonej cebuli w proszku
  • 1 łyżka suszonego czosnku w proszku
  • 1 łyżka suszonej pietruszki
  • 2 łyżeczki cebulki prażonej, potłuczonej na mniejsze kawałki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki suszonego koperku
  • 1/2 łyżeczki cukru

Przygotowanie:

Składniki mieszanki ranczerskiej dokładnie mieszamy, wsadzamy do szczelnie zamykanego słoiczka. Mieszankę można przechowywać kilka miesięcy i wykorzystywać do sosów na bazie majonezu i jogurtu.

Wszystkie składniki sosu blendujemy bardzo dokładnie, aż będzie kremowy i gładki. Wstawiamy do lodówki na czas przygotowania sałatki, żeby się przegryzł.

Makaron przelewamy pod strumieniem zimnej wody, żeby nie był posklejany. Odcedzamy, wrzucamy do miski.

Boczek kroimy w kosteczkę, smażymy na suchej patelni około 5 minut, aż ładnie się wytopi i zrumieni. Co jakiś czas mieszamy, żeby obsmażył się równomiernie. Odsączamy z tłuszczu, odkładamy na ręcznik papierowy, żeby obciekł.

Ząbki czosnku kroimy w drobną kosteczkę, pomidory i mozzarellę kroimy w kostkę wielkości muszelek makaronowych. Na pozostałości tłuszczu z boczku podsmażamy czosnek przez pół minuty na średnim ogniu, dodajemy pokrojone pomidory, solimy i pieprzymy. Podsmażamy przez minutę, dodajemy bezpośrednio do makaronu.

Do miski z makaronem i pomidorami dodajemy boczek, umytą i osuszoną rukolę oraz pokrojoną w kostkę mozzarellę. Mieszamy wszystko dokładnie. Wyjmujemy sos z lodówki i dodajemy do sałatki – najpierw dodajemy połowę sosu i dokładnie mieszamy. W zależności od wielkości awokado, gęstości jogurtu, wielkości cytryny, sosu może wyjść więcej lub mniej. Nie chcemy, żeby sałatka pływała w sosie, ale też nie chcemy, żeby była za sucha, dlatego warto sos dodawać stopniowo.

Podajemy od razu. Sałatka najlepsza jest na świeżo, po nocy w lodówce sos mocno gęstnieje i wszystko się skleja – smak nadal jest dobry, ale tekstura i wygląd zdecydowanie zmieniają się na minus.

Na świeżo jednak – palce lizać!

Smacznego!

A tak się prezentuje na talerzu
A tak się prezentuje na talerzu
Reklamy

Łazanki

Piszecie do mnie (nieprawda, nikt do mnie nie pisze, ale tak się lepiej zaczyna posta), że wszystko fajnie, że ser, że człowiek, ale że może coś takiego bardziej swojskiego, a nie tylko te grujery i rokforty.

Proszę bardzo, niniejszym odpowiadam na (niewypowiedziane i wyimaginowane) potrzeby czytelników i przedstawiam danie, które z dużą dozą prawdopodobieństwa przyczyniło się do mojej nadwagi w wieku dziecięcym, gdyż byłam w stanie wciągać je na kilogramy: oto łazanki mojej Mamy!

Wiem, łazanki to są z kapustą i grzybami, na święta, na Sylwestra ewentualnie, czasem może z makiem, ale że z serem?

Otóż tak.

To będzie danie równie polskie, jak łazanki z kapustą. Wykorzystamy makaron, keczup, kiełbasę (śląską, toruńską, podwawelską – ależ to są patriotyczne kiełbasy – dowolną, byle polsko-smażącą się), cebulę (najbardziej polskie z polskich warzyw, gdyż jest to warzywo dobre i tanie) i oczywiście ser! Goudę, edamski, co tam akurat rzucą w spożywczaku, to się nada. Danie to nie jest bowiem szczególnie wyszukane, ale dobre jest, że ojacie. I można go zrobić więcej i odgrzewać przez 4 dni (sprawdzone) albo nakarmić nim 6 osób (też sprawdzone), albo jedną osobę z ekstremalnym gastro (…tylko tak słyszałam). A to wszystko szybko, tanio i smacznie.

Szybko to znaczy: gotujemy makaron, smażymy kiełbę z cebulą i keczupem, mieszamy, smażymy, mieszamy, smażymy. Może się trochę przypalić, nie przejmujcie się. Właściwie to nawet im więcej wam się przypali, tym będzie smaczniejsze, takie to wspaniałe danie.

W obrazkach wygląda to tak:

lazanki_1 lazanki_2 lazanki_3 lazanki_4

Czyż to nie wspaniałe?

Zatem: przepis!

Łazanki mojej Mamy

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • 150 g makaronu łazanki
  • 150 g kiełbasy śląskiej, toruńskiej (grillowej, do smażenia)
  • 50 g tłustego żółtego sera (goudy, edamskiego)
  • pół dużej cebuli
  • zioła prowansalskie
  • 5 pełnych łyżek keczupu (może być pikantny)
  • 2 pełne łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • oliwa lub olej

Przygotowanie:

Gotujemy makaron w osolonej wodzie (około 8 minut). Odcedzamy, przelewamy zimną wodą, żeby się nie posklejał.

Kiełbasę kroimy w półksiężyce, cebulę w kostkę. Ser ścieramy na tarce. Na dużej patelni rozgrzewamy tłuszcz, smażymy kiełbasę przez 2 minuty, potem dodajemy cebulę i smażymy razem kolejne 2 minuty na dużym ogniu. Wszystko ma się zrumienić i przysmażyć. Dodajemy keczup i koncentrat (tak, do kiełbasy i cebuli), mieszamy i smażymy wszystko przez minutę.

Dodajemy ugotowany makaron, mieszamy dokładnie, ciągle podsmażając na dużym ogniu. Dodajemy starty ser, mieszamy, przysmażamy przez 2 minuty. Na koniec posypujemy ziołami prowansalskimi do smaku, mieszamy.

Zeskrobujemy z dna to, co przywarło, bo to jest najsmaczniejsze i wkładamy to na swój talerz nikomu nie mówiąc.

Smacznego!

lazanki_5

O mascarpone, ziti i rodzinie Soprano

Od jakiegoś czasu oglądamy seriale.

Dobre („Boardwalk Empire”), bardzo dobre („Knick”), rewelacyjne („True Detective” i „Fargo”), przereklamowane („Gra o tron”), takie, w których uważamy, że wszyscy bohaterowie zachowują się jak idioci, więc jednak ich nie oglądamy („Breaking bad”, „The Walking Dead”), wreszcie złe („Rodzina Borgiów”) albo klasyczne („Przyjaciele”). Ostatnio jednak sporo seriali nam się skończyło, do innych nie mamy cierpliwości i uznaliśmy, że potrzeba nam serialu na miarę tych czasów. Na miarę 2015 roku. Na miarę…lat dziewięćdziesiątych. Na miarę „Rodziny Soprano”. Oglądamy więc.

A tam sami Włosi.

Amerykańscy Włosi.

Co robią Włosi?

Gotują i jedzą. Gotują i jedzą. Czasem kogoś zastraszą, pójdą do kościoła, nakrzyczą na dziecko, ale potem odgrzeją ziti i zjedzą. Ziti. Ciągle jedzą to ziti. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie wiedziałam, co to jest ziti. Sprawdziłam więc.

Co to jest ziti?

Słodki Jezu.

Ziti to promyk słońca. Ziti to uśmiech w trudne dni. Ziti to makaronowa zapiekanka z sosem pomidorowym, mięsem, parmezanem, mozzarellą, mascarpone, ricottą i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze.

Ziti to coś, co natychmiast muszę zrobić.

Kupiłam więc dziś rano składniki (żebyście wiedzieli, jak bardzo chciałam zrobić ziti – wstałam o 7 rano, bo nie mogłam się doczekać) i teraz robię ziti. Cały dzień je robię, bo trzeba z nim poczekać do obiadu, ale nic nie szkodzi. Zaczynam od sosu pomidorowego, którego kwaśność ukrócam przy pomocy pełnej łyżki mascarpone. Przy okazji zjadam drugą łyżkę mascarpone. Zagryzam trochę sosem. Przypominam sobie, że mam w szufladzie nutellę. Łyżeczka nutelli, łyżeczka mascarpone, łyżeczka sosu pomidorowego.

Zabijcie mnie, ale to się naprawdę świetnie komponuje. POWAŻNIE. (być może jednak mam małe wyrzuty sumienia, bo teraz jest sos pomidorowy w nutelli i nutella w opakowaniu mascarpone, ale będę udawać, że nie wiem, skąd się tam wzięły) (będę również udawać, że nie mamy w domu nutelli). Do ziti jednak nie mam odwagi dodać nutelli.

Poza tym po co komu nutella, kiedy trzeba zetrzeć parmezan i pokroić mozzarellę. Przygotowałam więc ziti, wygląda przed zapieczeniem tak:

Ziti

Fajnie, nie?

A wiecie, co jest najlepsze?

ŻE TO DOPIERO PIERWSZA WARSTWA.

TAAAAAAAAAAAK, na to wszystko idzie druga, wielka warstwa klusków w sosie i sera. W środku  będzie serowa, ciągnąca się warstwa, a z wierzchu przypieczony ser. Tak to wygląda tuż przed wjazdem do pieca:

ziti_2

Czuję, jak mi się aorta obkleja tłuszczem od samego patrzenia na to. Autentycznie wiem, że od patrzenia na ziti podnosi mi się cholesterol i ryzyko miażdżycy wzrasta dziesięciokrotnie.

Nic mnie to nie obchodzi, to będzie najlepsze ziti w historii ziti.

 

Zapiekane ziti 

Porcja dla 4 osób lub 2 na dwa dni, a co.

Składniki:

  • 220 g makaronu rurki (typu ‚ziti’, nieco cieńsze od penne)
  • 250 g mięsa mielonego
  • 250 g passaty pomidorowej (może być gotowa z bazylią i oregano)
  • 1 kulka mozzarelli
  • 100 g startego parmezanu
  • 1 łyżka mascarpone
  • sól, pieprz
  • 1/3 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 cebula
  • 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:

Wstawiamy wodę na makaron, solimy. Gotujemy makaron al dente około 8 minut.

Rozgrzewamy oliwę na patelni. Podsmażamy pokrojony w plasterki czosnek razem z pokrojoną w kostkę cebulą. Po 2 minutach (jak się zeszklą) dodajemy mięso. Smażymy około 4 minut, mieszając od czasu do czasu, aż równo się zrumieni. Dodajemy passatę i smażymy razem jeszcze 7 minut na średnim ogniu (jeżeli passata jest bez dodatków, dodajemy dużo świeżej bazylii i suszonego oregano, solimy i pieprzymy). Pod koniec dodajemy łyżkę mascarpone i dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ugotowany i odcedzony makaron mieszamy dokładnie z sosem pomidorowym. Wykładamy połowę ziti do naczynia żaroodpornego, posypujemy połową parmezanu i połową mozzarelli. Wykładamy drugą warstwę, posypujemy serami.

Zapiekamy 10-15 minut, aż ser się ładnie rozpuści i zrumieni. Po wyjęciu z piekarnika warto odczekać 5 minut i dopiero potem kroić i wykładać, będzie się lepiej kroić.

Ale prawda jest taka, że sama tego nie zrobiłam, bo gdy ma się przed sobą gotowe ziti, to kto ma cierpliwość, by czekać 5 minut na pokrojenie? Tylko zobaczcie:

ziti_3

Bryndzowe haluszki

czyli potrawa narodowa Słowaków.

W haluszkach, czyli kluseczkach wymieszanych z serem, zajadaliśmy się cały pobyt w Bratysławie. Brzmią bardzo prosto – ot, bierze się mąkę, jajko, tam trochę ziemniaków czy czego tam, co tam jest, miesza się to z wodą, aż będzie dobre, a potem się gotuje, no, tyle, żeby były.

Innymi słowy: haluszki są niewyobrażalnie trudne w przygotowaniu, ponieważ nikt nigdy nie robi ich według przepisu. Haluszki się robi na oko, z ręki, z głowy, z czego tam jeszcze, ale nie z przepisu. W związku z tym każdy robi te haluszki inaczej – jedni z samej mąki i wody, twierdząc, że przez jajka robią się twarde. Inni dodają jajka twierdząc, że bez jajek się rozpada. Trzeci znowu dodają surowych ziemniaków, bo bez ziemniaków nie ma smaku. Inni dodają gotowanych, bo z surowymi wychodzi ziarniste. I tak dalej, i tym podobne. Oczywiście nadal nikt nie jest w stanie określić sensownych proporcji ani tego, jak to ciasto powinno wyglądać, ile się gotować i inne takie zupełnie nikomu niepotrzebne szczegóły.

Ostatecznie przeczytałam kilkanaście przepisów w internetach i zrobiłam własny, który wyszedł. Przy okazji dowiedziałam się, że do haluszków (haluszek? cholera wie.) można kupić na Słowacji specjalne sitko-durszlak. Przy następnej wizycie na pewno kupię, bo widzę dla niego wiele zastosowań w swojej kuchni i polecam taki zakup wszystkim, którzy się będą na Słowację wybierać.

Tymczasem jednak poradziłam sobie przy pomocy garnka do gotowania na parze, czy raczej takiej kiepskiej jakości wkładki do tego garnka – akurat ma dziury odpowiedniej wielkości, tylko rzadko rozmieszczone, przez co cały proceder był koszmarnie męczący. Ogólnie po haluszkach kuchnia wygląda jak po huraganie, w dodatku jak pomyślę, że zjedliśmy na obiad prawie pół kilo mąki, to robi mi się trochę słabo (sumienie jednak śpi, podobnie jak ja po tym obżarstwie).

Do samych kluseczków dodaje się oczywiście ser! Słowacką bryndzę, która konsystencją przypomina nieco polski serek topiony, ale w smaku…w smaku jest bryndzą. Wygląda taka bryndza tak:bryndza

i jest takim miękkim, pysznym serem. Stanowczo najlepszy zakup przywieziony zza gór.

Zatem od słów do czynów: przepis!

Bryndzowe haluszki

Do przygotowania haluszków potrzebne jest specjalne sitko z dziurami, o w takim stylu: sitko do haluszków

Składniki:

  • 450 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 1 i 1/2 łyżeczki soli
  • około 2 szklanki wody
  • pół opakowania bryndzy (około 125 g)
  • 50 g boczku

Przygotowanie:

W średnim garnku gotujemy wodę na haluszki, gdy się zagotuje dodajemy łyżeczkę soli. W dużej misce mieszamy mąkę, pół łyżeczki soli i jajko, dolewając po trochu wody, aż ciasto osiągnie półpłynną, ciągliwą konsystencję. Przecieramy ciasto przez sitko na gotującą się wodę, gotujemy kluseczki jeszcze przez 1-2 minuty, aż wypłyną na powierzchnię.

Boczek kroimy w kosteczkę i smażymy na skwarki na suchej patelni.

Gotowe kluseczki wyławiamy łyżką cedzakową, wrzucamy do miski, dodajemy pokruszoną bryndzę i mieszamy delikatnie, aż ser się trochę rozpuści. Wykładamy na talerze, posypując skwarkami i okraszając tłuszczem wytopionym z boczku. Podajemy sól i pieprz, by każdy mógł sobie doprawić na talerzu. Zjadamy na ciepło, a potem próbujemy nie urodzić, bo tak się strasznie przeżarliśmy.

bryndzowe_haluszki

 

P.S.

Ja wiem,  że ta potrawa wygląda nieszczególnie, ale powiedzmy sobie szczerze: czy taki, dajmy na to, bigos, wygląda szczególnie? Nie wygląda. Breja, na dobrą sprawę. A czy jest pyszny? Jest. Haluszki też. Trzeba przymknąć oczy i zajadać, zajadać, zajadać…

Farfalle z pieczarkami

i sosem z gorgonzoli.

Pleśniowy serze, znów się spotykamy! Spotykamy się w towarzystwie pieczarek, gdyż jest to towarzystwo godne i urokliwe.

Ostatnio zapomniałam dodać soli do wody na makaron. Tym razem – pamiętając poprzedni przypadek – sypnęłam nieco zbyt szczodrze… Jeśli na dnie Twojego garnka jest warstwa soli, to wiedz, że coś się dzieje (konkretnie dodałeś/łaś za dużo soli). Tak więc ekspresowo wymieniam wodę na makaron, podczas gdy serowo-pieczarkowy sos dochodzi sobie powolutku na małym ogniu…sos_pieczarki

Przedtem jednak trzeba usmażyć pieczarki. Gdzieś słyszałam coś takiego, że pieczarek nie można „stłaczać”. W ogóle jest to dziwne słowo i koncepcja mi nieznana. Że niby pieczarki będą lepsze, jak będziemy smażyć po cztery plasterki, a nie całe garście naraz.

W ogóle w to nie wierzę. Faktem jednak jest, że nie należy pieczarek solić przed podsmażeniem, bo wycieknie z nich woda i zamiast się smażyć, będą się dusić. Sól dodajemy więc na sam koniec.

Tylko popatrzcie na ten sos. Pieczarki, kwaśna śmietana, ser. Czy można chcieć więcej? Czy w ogóle trzeba?

Odpowiedzi na te dramatyczne i retoryczne pytania udzieli nam przepis!

Farfalle z pieczarkami

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • 150 g makaronu farfalle kolorowego
  • 10 małych pieczarek
  • 40 g sera gorgonzola
  • łyżka oliwy
  • 50 ml kwaśnej śmietany 12%
  • świeżo mielony pieprz i sól
  • kilka listków rukoli

Przygotowanie:

Nastawiamy osoloną wodę na makaron. Pieczarki myjemy, kroimy na dość grube plasterki. W głębszej patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy pieczarki i smażymy na większym ogniu około 4 minut, aż zmiękną i zarumienią się. Dodajemy śmietanę i pokrojony ser, odrobinę soli i pieprzu, mieszamy i na małym ogniu gotujemy, aż ser się rozpuści, a wszystkie składniki połączą.

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy, przekładamy z powrotem do garnka. Dodajemy sos, mieszamy dokładnie, dodatkowo oprószając świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Wykładamy na talerze i dekorujemy listkami rukoli.

 

farfocle_z_pieczarkami

 

 

Spaghetti z parmezanem

i tyle.

spaghetti_parmezan

 

W chwilach takich, jak ta – to znaczy w chwilach, gdy jest mokro, ciemno, zimno, a wszędzie wokół zaczyna padać śnieg, nie pozostaje nam nic innego, niż zjeść dobre kluski. Tylko kluski mogą nas uratować w takich momentach. Kluski i dobra książka lub dobry film.

W temacie dobrych książek (nieodłącznie związanych z gotowaniem i życiem-pod-kocem-które-zamierzam-prowadzić-aż-do-kwietnia), polecam serdecznie książkę Pavola Rankova „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” – świetna pozycja, zwłaszcza jeśli ktoś choć odrobinę interesuje się naszymi sąsiadami na południu. Ja się interesuję, bo wynaleźli palinkę, gulasz i knedle (różni sąsiedzi, ale wszyscy z południa), a jak ktoś wynalazł palinkę, gulasz i knedle, to z definicji zasługuje na moje zainteresowanie.

Tymczasem jednak kluski dużo bardziej z południa, konkretnie z Włoch. Jest to jedno z takich dań podstawowych – jak pizza margherita, jak spaghetti carbonara, jak risotto z samym szafranem, tak spaghetti z parmezanem dostępne jest wszędzie i wszędzie smakuje inaczej. Wynika to z tego, że potrzebujemy do niego tak naprawdę jedynie dobrego makaronu, dobrego parmezanu, dobrego masła i dobrego pieprzu. Jeśli choć jeden składnik jest średni, to całe danie wychodzi średnie. Warto więc zainwestować tym razem w jakość i nie kupować sera w Lidlu, tylko gdzieś, gdzie istnieje choć cień szansy, że ser faktycznie widział Parmę.

Nie ma więc co się rozwodzić: przepis!

Spaghetti z parmezanem

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • 150 g makaronu spaghetti
  • 50 g parmezanu
  • 2 czubate łyżki masła
  • świeżo mielony pieprz
  • pół łyżki pietruszki

Przygotowanie:

Nastawiamy osoloną wodę na makaron. W czasie, gdy się gotuje, ścieramy parmezan na tarce o małych oczkach. Do gotującej się wody wrzucamy makaron i gotujemy al dente. Na 2 minuty przed końcem gotowania w małym rondelku rozpuszczamy masło, smażymy chwilkę aż się zezłoci (ale nie do koloru brązowego i nie do przypalenia!). Odcedzamy makaron, zachowując pół szklanki wody z gotowania. Makaron przekładamy z powrotem do garnka, wlewamy masło, dodajemy starty parmezan, zachowując łyżkę sera na dekorację. Całość mieszamy do połączenia składników i powstania gęstego sosu. Jeśli makaron jest za suchy, dodajemy odrobinę wody z gotowania i mieszamy do uzyskania ładnej, kleistej konsystencji.

Wykładamy na talerze, obficie posypujemy świeżo zmielonym pieprzem, posypujemy resztką sera. Można do dekoracji posypać odrobiną świeżej lub suszonej natki pietruszki.

Smacznego!

  • spaghetti_parmezan2

Zapiekanka makaronowa z groszkiem

szynką szwarcwaldzką, suszonymi pomidorami i migdałami.

Najlepsze jedzenie to jedzenie z resztek jedzenia. Nie dość, że jest pyszne, to jeszcze sprawia, że dobrze się ze sobą czujemy – że niby jesteśmy tacy gospodarni, nic się nie marnuje i w ogóle. Trochę w tym prawdy jest, dlatego warto spojrzeć na resztki sera czy szynzapiekanka1ki pod kątem „co do tego dodać, żeby było pyszne?” (zazwyczaj odpowiedź brzmi: suszone pomidory).

Z tego kąta właśnie spojrzałam na swoją lodówkę i zrobiłam super ekstra zapiekankę makaronową. Polecam ją bardzo, bo robi się ją maksymalnie pół godziny, a efekty są świetne.

Cream cheese to wszechstronny serek. Nadaje się zarówno do deserów (np. serników), jak i do zapiekanek i innych takich. Są różne – drogie (Philadephia), średnio drogie (Łaciate), tanie (Twój Smak) i kiepskie (Lidl). Wszystkie nadają się do tej zapiekanki – mają być śmietankowe, kremowe, klejące się, ciągnące się…

Ah, jakie to dobre!

Zapiekanka makaronowa z groszkiem

Składniki:

  • 150 g makaronu
  • 4 plasterki szynki szwarcwaldzkiej
  • 50 g dowolnej szynki
  • 3/4 opakowania serka cream cheese
  • 20 g dobrego, żółtego sera
  • puszka groszku
  • 2 łyżki płatków migdałów
  • 8 kawałków suszonych pomidorów
  • łyżka oliwy

Przygotowanie:

Nastawiamy wodę na makaron. Obie szynki kroimy w paseczki, podobnie pomidory. Na niedużej, głębokiej patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy. Wrzucamy szynki i smażymy przez chwilę, dodajemy suszone pomidory, a po minucie groszek. Smażymy razem trzy minuty, dodajemy dwie łyżki oliwy ze słoiczka z pomidorami.

Gotujemy makaron al dente w osolonej wodzie. W dużej misce mieszamy ugotowany makaron, mieszankę z patelni, serek cream cheese i starty żółty ser. Przekładamy całość do naczynia żaroodpornego, posypujemy wierzch migdałami. Pieczemy w 200 stopniach przez 20 minut.

Zajadamy, póki gorące!

 

zapiekanka1_1

Tagliatelle z sosem pomidorowym

i dużą ilością mięsa.

Wegetarianie proszeni są o podłączenie butli tlenowej przed przystąpieniem do czytania tego posta. Może się okazać, że nie wytrzymacie samej myśli stężenia mięsa w sosie. W trosce o Wasze zdrowie uprzedzam, że będzie mięsnie.

W Lidlu był tydzień włoski, co zainspirowało mnie do stworzenia mocno pomidorowego sosu. Sos miał być kremowy, słodko-pomidorowy, z wyraźnymi smakiem mięsa (bo mam w domu mięsarianina, a to trzeba uszanować). Do sosu dodamy porządną łyżkę mascarpone, dzięki czemu będzie kremowy i nie za kwaśny.

Sos powstaje szybko i przyjemnie, podjadam łyżką mascarpone i liczę w myślach, ile taka łyżka ma milionów kalorii. Żadnych wyrzutów sumienia.

Zagotowała się woda, wrzucam makaron. Po kilku minutach próbuję makaronu – nie no, za twardy. W ogóle jakiś dziwny, dam mu jeszcze chwilę.

Minutę później – już nie za twardy, ale nadal jakiś dziwny.

Olśnienie.

Nie posoliłam wody na makaron. Dorzucam sól, udaję, że nic się nie stało, gotuję jeszcze chwilę, zjadam kolejną łyżkę mascarpone. Wymieszam to wszystko z sosem i nikt się nie dowie…

Tymczasem, w tajemnicy: przepis.

Tagliatelle z sosem pomidorowym

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • 150 g makaronu tagliatelle
  • 200 g mielonego mięsa wieprzowego
  • 50 g dobrego salami
  • 2 plasterki szynki serrano
  • 300 ml passaty pomidorowej
  • łyżeczka suszonego oregano
  • pół łyżeczki szałwii suszonej
  • 5 kropel sosu tabasco
  • 6 czarnych oliwek
  • łyżka serka mascarpone
  • łyżka oliwy
  • 10 g parmezanu

Przygotowanie:

Rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy, wrzucamy mięso mielone, po minucie smażenia dodajemy pokrojone w kosteczkę salami i smażymy jeszcze przez 4 minuty, aż wszystko się zrumieni.

Nastawiamy wodę na makaron, nie zapominamy jej posolić. Gdy woda się zagotuje wrzucamy do niej makaron i gotujemy al dente.

Na patelnię do mięsa dodajemy passatę, oregano, szałwię i sos tabasco. Dusimy razem pod przykryciem w czasie, gdy gotuje się makaron. Na osobnej suchej patelni podsmażamy przez pół minuty plasterki szynki serrano z jednej i z drugiej strony. Zdejmujemy z patelni, kroimy na cztery części.

Ugotowany makaron odcedzamy, wkładamy z powrotem do garnka. Dodajemy łyżkę serka mascarpone i sos z patelni, dokładnie mieszamy do połączenia składników. Wykładamy na talerze, na każdą porcję kładziemy kawałki szynki. Całość posypujemy przekrojonymi na pół oliwkami i wiórkami parmezanu.

 

taglia_mieso

Spaghetti z cukinią i szafranem

a także z szynką serrano i serem!

Bardzo proste danie, w którym wszystkie smaki ładnie łączą się w jedną wielką kulę om-nom-nom. Sos łączy się w piękną, żółtą masę.sos

Cukinia jest miękka, szynka jest chrupiąca, szafran jest żółty, ser jest wyrazisty, makaron jest al dente, życie jest piękne.

Nie będę się za dużo rozwodzić, bo tu nie ma co gadać, tu trzeba jeść.

Aha, ogłaszam miesiąc makaronowy. To oznacza przepisy na makarony. Proszę się zaopatrzyć w makaron (można w Lidlu, trwa akurat tydzień włoski, to można nakupić jak ja całą szafkę makaronu, a potem go zjadać. Można też z Lubelli, to też jest dobra. A można też i na wagę gdzieś w supermarkecie, bo nie takie znowu z nas snoby, żeby pogardzić makaronem na wagę.)

Do tego makaronu przyda się jednak dobre spaghetti, u mnie w trzech kolorach i polecam właśnie takie.

Czuję też, że muszę powiedzieć jeszcze jedną rzecz:

Żółtka bierzemy z jajek. Jajka należy uprzednio umyć dokładnie i sparzyć, bo choćbyśmy nie wiem, co sobie wyobrażali, jajka nie biorą się z tekturowych opakowań, tylko z kury, i to z bardzo konkretnego miejsca w tej kurze. Dlatego myjemy jajka, zalewamy wrzątkiem, a dopiero potem dzielimy na białka i żółtka. W międzyczasie staramy się zapomnieć obraz kury znoszącej jajko, który bardzo wyraźnie mamy teraz przed oczami.

Przepis jest co prawda z szynką, ale można ją pominąć i zrobić wersję wege, powinna być w porządku, zwłaszcza dla miłośników cukinii.

Teraz to już naprawdę koniec. I wreszcie: przepis!

Spaghetti z cukinią i szafranem

Porcja dla dwóch osób

Składniki:

  • 150 g makaronu spaghetti tricolore
  • 2 żółtka
  • kilka nitek szafranu
  • 50 ml śmietanki kremówki
  • 4 plasterki szynki serrano
  • 100 g cukinii
  • pół ząbka czosnku
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz
  • 25 g dobrego, twardego sera, np. grana padano, parmezan

Przygotowanie:

Wstawiamy osoloną wodę na makaron. W moździerzu (lub w miseczce łyżką) rozcieramy szafran, dodajemy dwa żółtka, śmietankę, doprawiamy solą i pieprzem. Wrzucamy makaron do gotującej się wody, gotujemy al dente około 6 minut.

W czasie, gdy gotuje się makaron, kroimy szynkę w paseczki, cukinię w półksiężyce, a czosnek w plasterki. Podsmażamy szynkę na łyżce oliwy, dodajemy czosnek i smażymy razem przez minutę. Dodajemy cukinię i smażymy do miękkości jakieś dwie minuty.

Ser ścieramy na drobnej tarce. Odcedzamy ugotowany makaron, wrzucamy z powrotem do garnka, ustawiamy na malutkim ogniu. Dodajemy szynkę, czosnek i cukinię, a także wymieszany sos. Mieszamy razem przez pół minuty, aż sos zgęstnieje, ale nie za długo, żeby nie zrobiła się jajecznica. Zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy starty ser, zostawiając łyżkę na posypanie na koniec. Mieszamy, wykładamy na głębokie talerze, posypujemy resztą sera i oprószamy świeżo mielonym kolorowym pieprzem.

Smacznego!

spaghetti_z_cukinia

spaghetti_z_cukinia2

Blog na WordPress.com.

Up ↑