Szukaj

Cztowiek Ser

Czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

Kategoria

Mozzarella

Sałatka BLTM

Czyli sałatka makaronowa z boczkiem, sałatą, pomidorami i mozzarellą, z absurdalnie dobrym sosem z awokado i jogurtu.

Brzmi dobrze?

Poczekajcie, aż jej spróbujecie.

salatkabltm2
Sałatka BLTM

W międzyczasie opowiem Wam, skąd wziął się przepis. Otóż jakiś czas temu odkryłam, że jestem strasznie słaba w Internety. Fejsik, trochę 9gaga, kilka blogów kulinarnych i już. Koniec. Lord mediów społecznościowych.

Postanowiłam więc sprawdzić, jak działają te wszystkie insta, snapy, linki, twitty itp. Dobra, przyznaję, Twittera mam, ale używam go tylko do śledzenia siatkarzy (którzy – poza Andreą Anastasim – nic nie piszą, bo grają w siatkówkę) i polityków i dziennikarzy politycznych (którzy z kolei cierpią zbiorowo na kompulsywne wysyłanie tłitów z każdą swoją niesamowicie odkrywczą i bardzo przemyślaną myślą). Więc Twittera znam, medium mnie nie rusza.

Zainstalowałam zatem Snapchata na telefonie, a następnie zgłupiałam. Co tam się robi? Jak się tego używa? Kuba uświadomił mi więc, że tam się wrzuca i to znika, albo że ktoś wrzuca i to znika.

Mój poziom zainteresowania cudzym życiem jest wprost proporcjonalny do poziomu zainteresowania ekshibicjonizmem, więc Snapa odinstalowałam jakieś dwie minuty po zainstalowaniu.

Na Instagrama weszłam, zobaczyłam pierwsze zdjęcie z pierdylionem hasztagów i wyszłam. To nie na moje nerwy.

Ale Pinterest! Ha! No to jest strzał w dziesiątkę! Spędziłam na pinie godziny. Codziennie zaglądam (jako obszary zainteresowań mam wybrane „ser”, „grill” oraz „grillowany ser”), codziennie znajduję coś fajnego. Przez Pina dotarłam także na kanał na YouTube (który również zaczynam dopiero odkrywać jako źródło czegoś fajnego, taka jestem nowoczesna), który zwie się Laura in the Kitchen. Pani Laura jest Włoszką, jej tata był kucharzem i ona teraz prowadzi sobie stronę internetową, kanał na jutubie, pisze książki i ogólnie wygląda jak doskonale skonstruowany produkt marketingowy, ALE!

To w niczym nie przeszkadza, bo ma naprawdę fajne przepisy.

Dzisiejsza sałatka jest właśnie inspirowana przepisem Laury na sałatkę BLT, który nieco zmodyfikowałam.

Sos jest tak boski, że będziecie go jeść łyżkami, przysięgam. Potrzebna jest do niego mieszanka ranczerska (to dziwaczne słowo, ale widzę, że internety je stosują, więc niech już będzie: chodzi o ranch dressing mix). W Stanach dostępna jest w każdym sklepie, u nas nie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu ją zrobić. A naprawdę warto, bo później można ją przechowywać w słoiku miesiącami i brać po łyżce do sosów i cieszyć się pysznym dodatkiem. Polecam!

Sałatka BLTM

Porcja dla 4 osób wg przepisu Laury Vitale

Składniki:

  • 330 g ugotowanego makaronu muszelki
  • 130 g mozzarelli w kulce
  • 330 g pomidorów
  • 75 g boczku
  • dwie duże garści rukoli
  • 3 duże ząbki czosnku
  • sól, pieprz

Sos:

  • 1 awokado obrane ze skórki, bez pestki
  • 1 kubeczek jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sok z 1/2 cytryny
  • 1 łyżka mieszanki ranczerskiej*

Mieszanka ranczerska:

  • 1/2 szklanki mleka w proszku
  • 2 łyżeczki suszonej cebuli w proszku
  • 1 łyżka suszonego czosnku w proszku
  • 1 łyżka suszonej pietruszki
  • 2 łyżeczki cebulki prażonej, potłuczonej na mniejsze kawałki
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki suszonego koperku
  • 1/2 łyżeczki cukru

Przygotowanie:

Składniki mieszanki ranczerskiej dokładnie mieszamy, wsadzamy do szczelnie zamykanego słoiczka. Mieszankę można przechowywać kilka miesięcy i wykorzystywać do sosów na bazie majonezu i jogurtu.

Wszystkie składniki sosu blendujemy bardzo dokładnie, aż będzie kremowy i gładki. Wstawiamy do lodówki na czas przygotowania sałatki, żeby się przegryzł.

Makaron przelewamy pod strumieniem zimnej wody, żeby nie był posklejany. Odcedzamy, wrzucamy do miski.

Boczek kroimy w kosteczkę, smażymy na suchej patelni około 5 minut, aż ładnie się wytopi i zrumieni. Co jakiś czas mieszamy, żeby obsmażył się równomiernie. Odsączamy z tłuszczu, odkładamy na ręcznik papierowy, żeby obciekł.

Ząbki czosnku kroimy w drobną kosteczkę, pomidory i mozzarellę kroimy w kostkę wielkości muszelek makaronowych. Na pozostałości tłuszczu z boczku podsmażamy czosnek przez pół minuty na średnim ogniu, dodajemy pokrojone pomidory, solimy i pieprzymy. Podsmażamy przez minutę, dodajemy bezpośrednio do makaronu.

Do miski z makaronem i pomidorami dodajemy boczek, umytą i osuszoną rukolę oraz pokrojoną w kostkę mozzarellę. Mieszamy wszystko dokładnie. Wyjmujemy sos z lodówki i dodajemy do sałatki – najpierw dodajemy połowę sosu i dokładnie mieszamy. W zależności od wielkości awokado, gęstości jogurtu, wielkości cytryny, sosu może wyjść więcej lub mniej. Nie chcemy, żeby sałatka pływała w sosie, ale też nie chcemy, żeby była za sucha, dlatego warto sos dodawać stopniowo.

Podajemy od razu. Sałatka najlepsza jest na świeżo, po nocy w lodówce sos mocno gęstnieje i wszystko się skleja – smak nadal jest dobry, ale tekstura i wygląd zdecydowanie zmieniają się na minus.

Na świeżo jednak – palce lizać!

Smacznego!

A tak się prezentuje na talerzu
A tak się prezentuje na talerzu
Reklamy

Bułka z serem

Poważnie, po prostu bułka z serem.

Ale!

Upieczemy ją sami, a szynka i ser, a może nawet i inne dodatki już będą w środku.

Tak naprawdę jest to taka mini-rolada z ciasta drożdżowego z serem i szynką w środku (wiem, brzmi to trochę jak zwinięta w rulon pizza)(co w tym złego?)(już wkrótce na blogu: zwijana pizza). Bułkę przygotowuje się szybko i bezproblemowo, a jak smakuje…

Dowiem się za 40 minut, bo właśnie wyrasta.

Przepis pochodzi ponownie z dodatku Moje Gotowanie („Chleby i bułki własnego wypieku”, marzec-kwiecień 2015). Zmieniłam jednak zupełnie proporcje, bo nie chciałam miliona porcji, tylko dwie. W trakcie okazało się również, że ilość mąki jest niewystarczająca, czegoś tam zapomniałam dodać, i tak dalej, i tym podobne… W efekcie powstał nowy przepis zgrubnie inspirowany tym z gazety. Lubię życie na krawędzi, więc nie boję się dodać więcej mąki do ciasta.

bulka_progress_1

Ciasto ładnie się wyrobiło, jest elastyczne. Szynka jest lekko wczorajsza, a więc najlepsza do takiego użytku – bo nic się nie marnuje (#fridgepower #mamamówiłaniewyrzucaj i inne). Zrobiłam też eksperyment z serem pleśniowym i rukolą, jest nadzieja, że będzie smacznie, ale pewności nie ma. Na końcu posta (i postu) dowiemy się, jak to wszystko wyszło.

Teraz już ciasto wyrosło, posmaruję je jajem i może…a, co mi tam, sypnę trochę ziaren na kawałek bułki. I do pieca.

bulka_progress_2

OMÓJBOŻEJAKIEDOBRE

bulka_gotowa_1

Eksperymenty zakończone sukcesem. Co ciekawe, każdemu smakowało co innego – mi najbardziej przypadł do gustu pleśniowy z rukolą i szynką, Lubemu sama szynka z serem. Mam wrażenie, że można w ten sposób zapiec absolutnie wszystko. Będę próbować, stay tuned.

A tymczasem: przepis!

Bułka z serem

Porcja dla 4 osób na przekąskę

Składniki:

Ciasto:

  • 125 g świeżych drożdży
  • 250 ml ciepłej wody
  • 260 g mąki + do podsypania
  • 1/4 łyżki soli
  • 1/2 łyżki oliwy
  • 1 żółtko do smarowania

Dodatki:

  • 80 g szynki w plasterkach
  • 40 g mozzarelli w kulce
  • 5 plasterków żółtego sera (np. goudy)
  • 40 g sera z niebieską pleśnią (np. roquefort)
  • garść rukoli
  • 40 g fety

Przygotowanie:

Rozpuszczamy drożdże w wodzie, dodajemy 1/3 mąki, sól, oliwę, mieszamy. Powstanie dosyć rzadka masa. Przykrywamy ją czystą ściereczką, odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce.

Wyrośnięty zaczyn mieszamy z resztą mąki i wyrabiamy mikserem lub ręką, aż powstanie gładkie i elastyczne ciasto. W razie potrzeby można podsypać trochę mąki, ale starajmy się tego unikać – w miarę wyrabiania ciasto będzie zmieniało strukturę.

Rozwałkowujemy ciasto na podsypaną mąką stolnicy na prostokąt o wymiarach ok. 20 x 30 cm. Układamy wzdłuż krótszego boku warstwy: szynki, sera i fety, szynki i sera, szynki i mozzarelli, szynki, sera pleśniowego i rukoli. Zwijamy  tak, by powstała rolada, zakończenia powinny łatwo się skleić pod ciężarem bułki.

Przekładamy bułkę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą. Smarujemy roztrzepanym żółtkiem, ewentualnie posypujemy ulubionymi ziarnami. Odstawiamy na 20 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Następnie wstawiamy bułkę do pieca i pieczemy około 20-30 minut, aż się ładnie zrumieni. Bułka puknięta od góry drewnianą łyżką powinna wydać głuchy odgłos – wtedy na pewno jest upieczona.

Po wyjęciu z piekarnika czekamy kilka minut, następnie kroimy roladę na porcje. Można ją pokroić na 4 duże porcje – bardzo poręczne na drugie śniadanie do pracy – lub na mniejsze plastry, jeśli częstuje się więcej osób.

Smacznego!

bulka_done

 

O mascarpone, ziti i rodzinie Soprano

Od jakiegoś czasu oglądamy seriale.

Dobre („Boardwalk Empire”), bardzo dobre („Knick”), rewelacyjne („True Detective” i „Fargo”), przereklamowane („Gra o tron”), takie, w których uważamy, że wszyscy bohaterowie zachowują się jak idioci, więc jednak ich nie oglądamy („Breaking bad”, „The Walking Dead”), wreszcie złe („Rodzina Borgiów”) albo klasyczne („Przyjaciele”). Ostatnio jednak sporo seriali nam się skończyło, do innych nie mamy cierpliwości i uznaliśmy, że potrzeba nam serialu na miarę tych czasów. Na miarę 2015 roku. Na miarę…lat dziewięćdziesiątych. Na miarę „Rodziny Soprano”. Oglądamy więc.

A tam sami Włosi.

Amerykańscy Włosi.

Co robią Włosi?

Gotują i jedzą. Gotują i jedzą. Czasem kogoś zastraszą, pójdą do kościoła, nakrzyczą na dziecko, ale potem odgrzeją ziti i zjedzą. Ziti. Ciągle jedzą to ziti. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie wiedziałam, co to jest ziti. Sprawdziłam więc.

Co to jest ziti?

Słodki Jezu.

Ziti to promyk słońca. Ziti to uśmiech w trudne dni. Ziti to makaronowa zapiekanka z sosem pomidorowym, mięsem, parmezanem, mozzarellą, mascarpone, ricottą i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze.

Ziti to coś, co natychmiast muszę zrobić.

Kupiłam więc dziś rano składniki (żebyście wiedzieli, jak bardzo chciałam zrobić ziti – wstałam o 7 rano, bo nie mogłam się doczekać) i teraz robię ziti. Cały dzień je robię, bo trzeba z nim poczekać do obiadu, ale nic nie szkodzi. Zaczynam od sosu pomidorowego, którego kwaśność ukrócam przy pomocy pełnej łyżki mascarpone. Przy okazji zjadam drugą łyżkę mascarpone. Zagryzam trochę sosem. Przypominam sobie, że mam w szufladzie nutellę. Łyżeczka nutelli, łyżeczka mascarpone, łyżeczka sosu pomidorowego.

Zabijcie mnie, ale to się naprawdę świetnie komponuje. POWAŻNIE. (być może jednak mam małe wyrzuty sumienia, bo teraz jest sos pomidorowy w nutelli i nutella w opakowaniu mascarpone, ale będę udawać, że nie wiem, skąd się tam wzięły) (będę również udawać, że nie mamy w domu nutelli). Do ziti jednak nie mam odwagi dodać nutelli.

Poza tym po co komu nutella, kiedy trzeba zetrzeć parmezan i pokroić mozzarellę. Przygotowałam więc ziti, wygląda przed zapieczeniem tak:

Ziti

Fajnie, nie?

A wiecie, co jest najlepsze?

ŻE TO DOPIERO PIERWSZA WARSTWA.

TAAAAAAAAAAAK, na to wszystko idzie druga, wielka warstwa klusków w sosie i sera. W środku  będzie serowa, ciągnąca się warstwa, a z wierzchu przypieczony ser. Tak to wygląda tuż przed wjazdem do pieca:

ziti_2

Czuję, jak mi się aorta obkleja tłuszczem od samego patrzenia na to. Autentycznie wiem, że od patrzenia na ziti podnosi mi się cholesterol i ryzyko miażdżycy wzrasta dziesięciokrotnie.

Nic mnie to nie obchodzi, to będzie najlepsze ziti w historii ziti.

 

Zapiekane ziti 

Porcja dla 4 osób lub 2 na dwa dni, a co.

Składniki:

  • 220 g makaronu rurki (typu ‚ziti’, nieco cieńsze od penne)
  • 250 g mięsa mielonego
  • 250 g passaty pomidorowej (może być gotowa z bazylią i oregano)
  • 1 kulka mozzarelli
  • 100 g startego parmezanu
  • 1 łyżka mascarpone
  • sól, pieprz
  • 1/3 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 cebula
  • 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:

Wstawiamy wodę na makaron, solimy. Gotujemy makaron al dente około 8 minut.

Rozgrzewamy oliwę na patelni. Podsmażamy pokrojony w plasterki czosnek razem z pokrojoną w kostkę cebulą. Po 2 minutach (jak się zeszklą) dodajemy mięso. Smażymy około 4 minut, mieszając od czasu do czasu, aż równo się zrumieni. Dodajemy passatę i smażymy razem jeszcze 7 minut na średnim ogniu (jeżeli passata jest bez dodatków, dodajemy dużo świeżej bazylii i suszonego oregano, solimy i pieprzymy). Pod koniec dodajemy łyżkę mascarpone i dokładnie mieszamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ugotowany i odcedzony makaron mieszamy dokładnie z sosem pomidorowym. Wykładamy połowę ziti do naczynia żaroodpornego, posypujemy połową parmezanu i połową mozzarelli. Wykładamy drugą warstwę, posypujemy serami.

Zapiekamy 10-15 minut, aż ser się ładnie rozpuści i zrumieni. Po wyjęciu z piekarnika warto odczekać 5 minut i dopiero potem kroić i wykładać, będzie się lepiej kroić.

Ale prawda jest taka, że sama tego nie zrobiłam, bo gdy ma się przed sobą gotowe ziti, to kto ma cierpliwość, by czekać 5 minut na pokrojenie? Tylko zobaczcie:

ziti_3

Drożdżowy chlebek z pesto

i mozzarellą.

Gdzieś kiedyś widziałam w internetach taki pomysł i postanowiłam go odtworzyć. Wszystko to w atmosferze dramatu, ponieważ przy ostatnim cieście na pizzę spaliłam mikser. R.I.P., służyłeś mi dzielnie.

Zagniatanie ciasta drożdżowego bez miksera przypomniało mi, dlaczego kiedyś nie lubiłam drożdżowego. Teraz znowu go nie lubię, bo zepsuło mi mikser. Scena jak z filmu Micheala Baya – zazgrzytało, potem huk i dym. No, dymek. Ale mikser się zepsuł, przegrzał i koniec z nim.

W związku z tym po 15 minutach wyrabiania ciasta mam już muły jak Pudzian i nigdy więcej nie muszę iść na siłownię. Będę miała zakwasy w przedramionach. I dodatkowe zmarszczki od płaczu (wszak zepsuł mi się mikser! MÓJ MIKSER!). Mój Mężczyzna próbuje mnie pocieszać, że niby miksery to się szybko psują, że jak go mam od tych pięciu czy sześciu lat, to już w ogóle powinien odejść w pokoju, że tyle lat na mikser to dużo.

Widać od razu, kto w rodzinie gotował. Bo jakby on gotował, to by wiedział, że w każdym polskim domu, z którego wyszły już dorosłe dzieci jest na wyposażeniu: a) maszynka do mielenia mięsa, która była świadkiem pocałunku Gierka z Breżniewem, b) tępy nóż do krojenia wszystkiego, który jest najlepszy i nie wolno go wymienić, oraz c) kupiony w Peweksie mikser Zelmer Predom (w moim rodzinnym domu w stylowym kolorze wyblakniętego fioletu). Te trzy artefakty nigdy się nie psują i nigdy się ich nie wyrzuca ani nie wymienia.

Z tego powodu wszystkie dziewczynki w Polsce myślą, że miksery są nieśmiertelne, a maszynkę do mielenia mięsa kobieta ma w zestawie jak wałeczki tłuszczu na brzuchu. NA PEWNO jednak tych rzeczy NIE kupuje się w sklepie. One po prostu są. Pojawiają się w naszym życiu i towarzyszą nam. Nasi przyjaciele. Mój biedny mikser…chlebek2

Czas otrzeć łzy i upiec chlebek. Żeby to zrobić potrzebna będzie keksówka, której oczywiście nie mam. Miałam kupić taką aluminiową, ale zapomniałam. W związku z tym chlebek zostanie upieczony w małym naczyniu żaroodpornym.

Iiii…jest pyszny. Jest niesamowicie pyszny! Szok. Pochłaniamy go całego, łącząc z różnymi pysznościami podanymi w formie deski serów. Spróbujcie koniecznie!

Zatem: przepis!

Chlebek drożdżowy z pesto i mozzarellą

Porcja  dla 2 łasuchów albo 4 normalnych ludzi

Ciasto:

  • 350 g mąki
  • 250 ml ciepłej wody
  • 30 g drożdży
  • pół łyżeczki soli
  • łyżka cukru

Dodatki:

  • słoiczek zielonego pesto
  • kulka białej mozzarelli
  • oliwa do wysmarowania naczynka

Opcjonalnie:

dodatki na desce serów: camdeska1embert, grana padano, ser wędzony, rukola, pomidorki koktajlowe, czarne oliwki, orzechy włoskie, świeża bazylia, salami, słony ser rumuński, ser górski rumuński

Przygotowanie:

Rozcieramy w niedużym naczynku drożdże z cukrem. Podgrzewamy wodę, zalewamy pracujące drożdże, dodajemy dwie łyżki mąki, mieszamy i odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce pod przykryciem. Do dużej miski przesiewamy mąkę, mieszamy z solą. Dodchlebek_1ajemy rozczyn, mieszamy dokładnie i wyrabiamy, aż ciasto zrobi się gładkie i elastyczne, będzie odchodziło od ścianek miski i ręki (lub mieszadła miksera). W razie potrzeby można podsypać trochę mąki.

Odstawiamy ciasto na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Zagniatamy szybko ciasto, rozwałkowujemy na blacie na grubość około 0.5 cm. Smarujemy je dokładnie pesto, posypujemy startą mozzarellą. Dzielimy nożem na w miarę równe prostokąty, jak na zdjęciu. Każdy prostokąt składamy na pół, układamy ciasno obok siebie w wysmarowanym oliwą naczyniu żaroodpornym.

Pieczemy 25-30 minut, podajemy ciepły z dodatkami do samodzielnego skomponowania przekąski.

 

chlebek_3

Pizza diabelska

21.30. Czas na kolację.

Zdecydowaliśmy, że zjemy kanapki albo grzanki.

Nie ma chleba. Ani bułki.

Za to mamy wszystkie składniki na pizzę.

diabe_sklad

Taki to już dom, że chleba to w nim nie ma, ale drożdże, mąka i pomidory w puszce – są zawsze.

Cóż zrobić. Nastawiam rozczyn, wrzucam pomidory do garnuszka i czekam, aż wszystko urośnie.

W lodówce mam salami i tysiąc różnych serów. Jest też cebula. Pizza będzie zatem diabelska.

To wymaga pewnych zmian w sosie.

Wyrabiamy razem z Mężczyzną ciasto. Chcemy, żeby było jak najszybciej, więc po 5 minutach wyrabiania mikserem stwierdzam, że już jest w porządku i można uformować rękami kulę. Kończy się to tak, że 1/3 ciasta na stałe przytwierdza się do moich dłoni. Nic się nie stało, powyrabia się jeszcze trochę.

Sos wyszedł jakiś za słodki, za mało ostry i za mało kwaśny. W związku z tym idą w ruch papryka i limonka (bo akurat nie mam w lodówce cytryny). Limonka okazuje się dobrym wyborem – nadaje piękny zapach i lekko kwaskowaty posmak.

Jeszcze tylko artystycznie porozrzucam składniki.  Będzie to wyglądać tak.

diab_sur

Sera z niebieską pleśnią (u mnie akurat gorgonzola) dodaję malutkie kawałeczki – rozpuści się i przeniknie całą pizzę. W ogóle to każdy powinien mieć w lodówce kawałek sera z niebieską pleśnią. Serio, dowolnego: roquefort, lazur, gorgonzola. Kupcie kawałek na spróbowanie – są w Lidlu czy Biedronce, dobre (względnie) i tanie (bezwzględnie).

Tylko nie próbujcie go jeść. Do sera z niebieską pleśnią trzeba podejść odpowiednio, inaczej człowiek się zrazi na całe życie. Będziemy takiego sera używać. Praktycznie się nie psuje (czym jest odrobina białej pleśni, gdy ser jest spleśniały w środku?), można go przechowywać bardzo długo w lodówce (wiem, wiem, pleśń niebieska jest szlachetna i smaczna, biała nie.) i dodawać do najróżniejszych potraw: spaghetti, pizzy; podawać jako zakąskę – ogólnie rzecz biorąc, do wszystkiego.

Pizza już się piecze. Tę pizzę pozwalam polać keczupem (choć też uważam, że to przestępstwo, bo sosu jest i tak dużo).

A zatem: przepis!

 

Pizza diabelska

Porcja dla 2 osób

Ciasto na pizzę:

Jak w przepisie na pizzę hiszpańską

Sos:

  • puszka pomidorów
  • pół łyżeczki cukru
  • trzy łyżki octu balsamicznego
  • łyżka sosu sojowego
  • pół łyżeczki papryki ostrej wędzonej
  • sok z połowy limonki
  • łyżka oliwy

Dodatki:

  • 5 plastrów salami z pieprzem
  • pół czerwonej cebuli
  • pół kulki mozzarelli
  • kawałek sera z niebieską pleśnią, np. gorgonzola
  • 4 pomidorki koktajlowe
  • gałązka bazylii

 

Przygotowanie:

Ciasto przygotowujemy według przepisu. Wszystkie składniki sosu wrzucamy do rondelka, gotujemy przez 10 minut aż zgęstnieje.

Po wyrośnięciu ciasta nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Rozwałkowujemy lub rozkładamy ciasto na wysmarowanej oliwą blasze. Smarujemy sosem, wykładamy salami, pokrojoną w plastry mozzarellę, ser pleśniowy, przekrojone na połówki lub ćwiartki pomidorki, posypujemy pokrojoną w piórka cebulą. Pieczemy 12-14 minut. Po wyjęciu z pieca posypujemy świeżą bazylią.

diab_swiat

 

 

Zjadamy szybko, zapijając dużą ilością wody, piwa lub wina, bo pizza jest ostra i piecze nas cała paszcza.

 

 

Uwaga: jeśli nie lubicie zbyt ostrej pizzy zamiast salami z pieprzem dajcie zwykłe salami, a do sosu pomidorowego nie dodawajcie papryki.

diabel

 

Drożdżowe ślimaki

z różnimy serami.

Przepis oryginalny pochodzi z magazynu „Kuchnia” (06/2014). Ponieważ jednak wszystko poszło nie tak, wyszło mi zupełnie co innego.

Po pierwsze miałam świeże drożdże, a nie suszone. I nie chciałam robić takiej ogromnej porcji (w przepisie było na 5 osób!). Zmniejszyłam składniki, dodałam świeże drożdże i…ciasto wyszło świetne! Miękkie, puszyste, delikatne. Jedno z lepszych drożdżowych, jakie zrobiłam.

W ogóle od kiedy odkryłam, że ciasto drożdżowe jest proste i że da się je wyrobić zwykłym ręcznym mikserem, zagościło w naszej kuchni. Do niedawna myślałam, że się nie da. Że trzeba rękami normalnie jak jaskiniowiec albo przy pomocy robota kuchennego z Ameryki za miliony monet. Okazało się, że te dziwne haki dołączane do miksera są do ciasta drożdżowego. I że jak się je założy odpowiednio (albowiem trzeba włożyć lewy w lewą dziurę, prawy w prawą), to ciasto nie podchodzi do samej góry miksera i nie próbuje przejąć nad nim władzy.

Okiełznawszy ciasto dmozarelrożdżowe, zaczęłam się z nim zaprzyjaźniać. Polecam to każdemu, kto do tej pory się bał.

Z połową ciasta zrobiłam to, co w przepisie: wrzuciłam mozzarellę (choć nie taką, jak trzeba), bazylię i sos pomidorowy. Z drugą połową postanowiłam poeksperymentować – w ruch poszedł camembert. Po konsultacjach ustaliliśmy z Mężczyzną, że suszone pomidory nie będą najlepsze, lepiej wrzucić oliwki. Pomysł genialny. Nie mój, ale genialny.

Nie to, żebym się chwaliła jakoś szczególnie, ale moja wersja wyszła zdecydowanie lepsza.camemb

Do ślimaków zrobiłam dwa szybkie sosy. Jeden z kwaśnej śmietany, drugi z resztek sosu pomidorowego.

Z tego przepisu wychodzi cała góra ślimaków, świetnie sprawdzą się jako przekąski na imprezie. Albo też możecie pożreć pół góry jednego dnia, a drugiego odgrzać i pożreć drugie pół góry. U nas akurat nie było imprezy. Żadnych wyrzutów sumienia.

 

 Drożdżowe ślimaki

Porcja imprezowa (dla 4 osób) lub dla dwóch głodomorów na dwa dni

Uwaga: ciasto musi wyrosnąć. Przygotowanie rozpoczynamy co najmniej godzinę przed podaniem.

Ciasto

  • 500 g mąki pszennej
  • 250-300 ml mocno ciepłej wody (ok. 50 stopni)
  • 12 g świeżych drożdży
  • pół łyżeczki soli
  • 2 łyżki oliwy

Dodatki

  • kartonik 250 ml przecieru pomidorowego
  • dwie łyżki octu balsamicznego
  • kulka sera mozzarella
  • świeża bazylia
  • opakowanie sera camembert
  • 12 czarnych oliwek
  • sól, pieprz

Sosy

  • 2 czubate łyżki kwaśnej śmietany
  • łyżka soku z cytryny
  • łyżeczka suszonego oregano

Inne

  • papier do pieczenia

slimaki_ciasto

Przygotowanie

Do dużej miski przesiewamy mąkę, wkruszamy drożdże, dodajemy sól, oliwę i 250 ml wody. Mieszamy, w razie potrzeby dodajemy więcej wody. Wyrabiamy ręcznie lub mikserem przez około 10 minut. Formujemy kulę z ciasta, przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę do wyrośnięcia.

Mozzarellę, camemberta i oliwki kroimy na kawałki. W misce mieszamy przecier pomidorowy i ocet balsamiczny, doprawiamy solą i pieprzem. W razie potrzeby (gdyby przecier był bardzo kwaśny) dodajemy szczyptę cukru.

Po godzinie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią (tak, trzeba walnąć pięścią w ciasto, żeby je odgazować), szybko zagniatamy, dzielimy na dwie części. Rozwałkowujemy pierwszą część na blacie posypanym mąką, smarujemy sosem, posypujemy mozzarellą i świeżą bazylią. Zwijamy w rulon, kroimy na plastry grubości około 2 cm. Plastry kładziemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wrzucamy do pieca na 10-12 minut.

Gdy piecze się pierwsza porcja przygotowujemy drugą: rozwałkowujemy ciasto, smarujemy sosem pomidorowym, wykładamy camemberta i rozrzucamy oliwki. Zawijamy, kroimy na plastry dopiero, gdy będzie można je położyć na blasze (jak mamy dwie blachy, to można od razu kłaść, jak jedną – jak ja – trzeba poczekać z krojeniem, aż blacha będzie dostępna).

W międzyczasie przygotowujemy sosy: w jednej miseczce mieszamy śmietanę z sokiem z cytryny, solą i pieprzem. W drugiej pozostałości sosu pomidorowego mieszamy z oregano.

Zjadamy jednego po drugim, maczając w sosach i mrucząc, że dobre.

Po lewej ślimaki z camembertem, po prawej z mozzarellą.

slimak_camemb       slimak_mozarel

Pizza hiszpańska

Dobra pizza jest dobra z dwóch powodów: jest dobra i jest pizzą.

Zrobienie dobrej pizzy nie jest trudne. Trzeba się tylko siłą powstrzymać od wrzucenia na ciasto miliarda składników. Dobra pizza nie zawiera wszystkiego, a tylko kilka dobrze dobranych smaków. Dobra pizza – i piszę to wbrew sobie – nie pływa w żółtym serze.

Oczywiście niedobra pizza też jest dobra i na pewno zrobię kiedyś niedobrą pizzę, która będzie składała się w 80% z sera, a w 20% z ciasta i mięsa.

Tymczasem jednak: dobra pizza.

Robiłam pizzę milion razy i wychodziła średnia. Ciężka, polana keczupem.

Nie. To nie jest ta pizza.

Ta pizza wygląda tak:

pizza_hiszp

Jeśli ktoś poleje TĘ pizzę keczupem, to zrobię mu krzywdę.

To jest zbrodnia i herezja, polewać taką pizzę keczupem. Zabraniam. Jak chcesz polać tę pizzę keczupem, to w ogóle idź sobie z tego bloga. Nie chcemy tu ludzi, którzy chcą lać keczup na dobrą pizzę.

Robię więc pizzę.

Ciasto muszę wyrobić w takim wielkim kubku-miarce, bo moja jedyna miska jest akurat w zmywarce.

Zmywarka to wspaniałe urządzenie, które pozwala zaoszczędzić czas. Zaoszczędzony w ten sposób czas można z pożytkiem wykorzystać na przykład na układanie rzeczy w zmywarce lub domywanie talerzy i noży, które zmywarka niedokładnie umyła. Piękne urządzenie, piękne czasy, w których żyjemy.

W czasie, gdy ciasto rośnie zastanawiam się nad sensem życia oraz nad tym, dlaczego nie wyrobiłam ciasta wcześniej, żeby wyrosło. Przecież wiem, że musi wyrosnąć.

To nic, ciasto tam wyrasta, a ja tu piszę. Rozmyślam już o dodatkach. Chyba nie powinnam dodawać pomidorków. A może powinnam?

Rukola czy roszponka?

Zetrzeć na to wszystko trochę parmezanu?

A może w ogóle utopić to w edamskim?

Wyobraźcie sobie 30 deko startego tłustego edamskiego. Jak płynie po pizzy. Warstwa sera grubości ciasta. I kawałki fety w tym wszystkim. I rokpola. Może trochę mozarelli. Na pewno trochę parmezanu.

To nie jest ta pizza. Ta pizza ma być inna. Muszę się kontrolować.

Po 40 minutach wyrastania orientuję się, że trzeba też nagrzać piekarnik. Doskonała okazja, by przygotować resztę składników i przyspieszyć proces.

Nadal nie wiem, czy użyję pomidorków.

pizza_hiszpanska

 

A więc użyłam. Pizza jest boska. Wspaniała. Doskonała. Brak mi słów, została pożarta i na samo wspomnienie zaczynam myśleć o zrobieniu następnej.

Tymczasem jednak: przepis.

 

Pizza hiszpańska

Porcja dla 2 osób

Uwaga: ciasto musi wyrosnąć! Pizzę zaczynamy robić przynajmniej godzinę przed podaniem.

Składniki:

Ciasto:

  • 15 g drożdży świeżych
  • 250 g mąki pszennej
  • 150 ml ciepłej wody
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka soli
  • dwie łyżki oliwy

Sos pomidorowy:

  • puszka pomidorów (krojonych lub obranych)
  • łyżeczka suszonego oregano
  • sól i pieprz
  • łyżeczka cukru
  • dwie łyżki octu balsamicznego
  • opcjonalnie: łyżeczka sosu Worcestershire i łyżka sosu sojowego

Dodatki:

  • 4 plasterki szynki parmeńskiej/serrano/innej suszonej surowej (uwaga na szwarcwaldzką, jest strasznie słona)
  • kulka białej mozzarelli
  • 10 czarnych oliwek
  • cztery pomidorki koktajlowe
  • rukola
  • parmezan
  • oliwa

Przygotowanie:

Z drożdży robimy rozczyn: mieszamy je z ciepłą wodą, łyżeczką cukru i łyżką mąki. Odstawiamy na 15 minut do wyrośnięcia. W misce mieszamy mąkę z solą. Dodajemy do tego wyrośnięte drożdże i oliwę.  Wyrabiamy przez 10 minut ręcznie lub mikserem, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na co najmniej 40 minut do wyrośnięcia.

Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do 220 stopni.

Do rondelka wrzucamy wszystkie składniki sosu, gotujemy kilka minut aż lekko zgęstnieje. Jeśli korzystamy z całych pomidorów w puszce, trzeba je rozdrobnić widelcem. Odstawiamy.

Uderzamy pięścią w wyrośnięte ciasto, żeby opadło. Szybko je zagniatamy i rozkładamy na posmarowanej oliwą blaszce (dołączonej do piekarnika, specjalnej na pizzę lub zwykłej ciastowej).

Ciasto smarujemy sosem pomidorowym. Wykładamy plastry szynki, pokrojoną w dość grube plastry mozzarellę, całe oliwki i przekrojone na pół pomidorki. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 15 minut.

Po wyjęciu posypujemy pizzę rukolą, wiórkami parmezanu i skrapiamy oliwą.

Zjadamy, zanim ktokolwiek dowie się, że zrobiliśmy taką pyszną pizzę.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑