Szukaj

Cztowiek Ser

Czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

Kategoria

Podróż

Sajtos ember, czyli Człowiek Ser w Budapeszcie cz. I

Sijasta, jak mawiają nasi południowi ni-to-sąsiedzi, ni-to-bracia!

Człowiek Ser przez całe swoje życie odwiedzał Węgry pod różnymi postaciami – dawniej z Rodzicami na wakacje „do wód”, jak to się mówiło, a teraz z Niemężem na różne wyprawy. Ta majówkowa wizyta była moim trzecim pobytem w Budapeszcie i z wielką chęcią podzielę się z Wami informacjami dwóch rodzajów: gdzie zjeść i co zobaczyć. Odcinek pierwszy, który właśnie czytacie, poświęcony jest śniadaniom. Miał być o całym jedzeniu, ale zorientowałam się, że jedliśmy tak dużo i w tak wielu miejscach, że trzeba to rozbić na kilka odcinków. Będą się pojawiały co jakiś czas na przemian z innymi przepisami, żebyście się na śmierć nie zanudzili tymi Węgrami.

Nie będę Wam tłumaczyć, że trzeba zjeść langosza i gulasz, a napić się palinki, bo to Wam powie każdy. Nie powiem Wam też, że macie kupić wędzoną paprykę w proszku, bo to węgierskie ABC. Pokażę za to, gdzie my się stołowaliśmy i jak nam się w tych miejscach podobało.

Sery, oczywiście, grać będą pierwsze skrzypce. Oprócz tego porozmawiamy trochę o węgierskim piwie i winie. Pokażę też kilka miejsc, które pojawiają się w przewodnikach (lub nie), ale z jakiegoś powodu są mniej oblegane, niż taka Baszta Rybacka czy parlament, w niczym jednak pozostałym atrakcjom Budapesztu nie ustępując. Na koniec pogadamy o tym, co ja z takiej wyprawy przywożę (poza tą oczywistą oczywistością w postaci papryki).

Zatem:

CZŁOWIEK SER W BUDAPESZCIE, ODCINEK I: ŚNIADANIE

Brios

Aktualnie jedno z najmodniejszych i najpopularniejszych miejsc serwujących śniadania w Budapeszcie. Oblężone przez turystów i lokalsów, ale nie ma się co dziwić – jedzenie jest naprawdę przyjemne, sam lokal ma domowy klimat, a obsługa działa szybko i jest pomocna. Wizyta tam była naprawdę miła, choć musieliśmy siedzieć w środku, bo w niewielkim ogródku wychodzącym na ulicę zwyczajnie nie było już miejsca.

Co zjedliśmy: sezonowy bajgiel z łososiem, jajkiem w koszulce i szparagami, croque madame z szynką, dwie kawy i lemoniada

Ile zapłaciliśmy: 4900 forintów

Gdzie oni są: Pozsonyi 16

brios1
Siedział z nami przy stole, głupio było go wyprosić.
brios2
Bajgiel
brios3
Croque i sałatka

Butter Brothers

Poszliśmy do Butter Brothers, bo byli blisko i urzekła mnie ich nazwa. Lokal znajduje się w kamienicy, jest niewielki i rządzi nim trzech młodych chłopaków o niesamowitej energii. Wszystko opowiedzą, wszystko wyjaśnią, zaśpiewają z tobą piosenkę z Króla Lwa, a na koniec powiedzą, żebyś uważał ze stołkiem, bo akurat pod tym stolikiem śpi ich pies.

Jest to właściwie piekarnia, w której sprzedają świeżutkie i przepyszne wypieki. Wystrój jest obłędny – siedzi się na małych drabinkach, na drewnianej półce nad kasą leży wielki pluszak-brokuł, obok stoi gaśnica, komputer, stara waga, leży jakiś wąż. Drzwi są otwarte – przytrzymuje je ogromna bańka. Gdy wychodzimy, okazuje się, że bańka to tak naprawdę syfon i przygotowanie lemoniady obejmuje podejście do drzwi i nalanie w progu gazowanej wody.

W porze lunchowej bracia podają trzy ciepłe dania – zupę dnia, danie mięsne dnia i danie wegetariańskie dnia. Niestety tak się nażarliśmy ich bułeczkami i kanapkami, że nie mieliśmy sił nic więcej w siebie wcisnąć.

Ważna informacja – płatność tylko gotówką.

Co zjedliśmy: kanapka z kozim serem, mini-kisz z jajkiem, ciastko francuskie z serem i śmietaną, zawijane ciastko z pistacjami; Kawa z dripa i cappuccino

Ile zapłaciliśmy: około 4500 forintów

Gdzie oni są: Lónyay utca 22.

butterbrothers1
Kisze, kanapki i zawijasy
butterbrothers3
Lada, na której co chwilę lądują świeże wypieki
butterbrothers4
Reszta szalonego lokalu

Langos u Berty

Poważna sprawa. Pani Berta ma swoją budkę przy wyjściu z centrum handlowego Corvin. Otwiera jak jej wiatr zawieje – raz o 9, raz o 11. Ale jak już otworzy, to Berta w tej swojej budce ma wielką miednicę pełną świeżego ciasta drożdżowego, z której wprawnymi rękami wyciąga kawałki akurat takiej wielkości, żeby powstał pyszny placek. Berta przychodzi codziennie z nową bańką oleju, a langosze smaży na waszych oczach, dopytując pół po węgiersku, pół po angielsku, czy ma być z samą śmietaną, czy z serem. Berta nie dorzuca żadnych pomidorów ani innych bzdur na swoje langosze. Berta wie, że one tego nie potrzebują. Berta langosze rozumie. I takie coś, to ja rozumiem.

Co zjedliśmy: langosz ze śmietaną

Ile zapłaciliśmy: a ze 350 forintów

Gdzie ona jest: budki przy wyjściu z centrum handlowego Corvin, Corvin köz

langosz
Langosz od Berty

Cirkusz

Miejsce jest oblegane ze względu na jajka po benedyktyńsku, które serwują na ciepłej bułeczce angielskiej z obłędnym sosem holenderskim. Trzeba jednak przyznać, że kelnerzy uwijają się bardzo sprawnie. Przy wejściu od razu nas poinformowali, że na jedzenie trzeba będzie trochę poczekać. Kawę przynieśli po 5 minutach, a na te jajka naprawdę, naprawdę warto było czekać. Mają też domową granolę z jogurtem, śniadanie angielskie i ofertę lunchową, która zmienia się co tydzień.

Co zjedliśmy: jajka po benedyktyńsku, śniadanie angielskie, dwie kawy, sok pomarańczowy świeżo wyciskany

Ile zapłaciliśmy: nieco ponad 5000 forintów

Gdzie oni są: Dob utca 25

cikrus1
Ściana w barze
cirkus2
Jajka po benedyktyńsku
DSCN3048
Śniadanie angielskie

 

Cserpes Tejivó

Poszliśmy tu, bo mieliśmy blisko w dzień wyjazdu. Okazało się, że mają niezłą kawę i można tu zjeść szybkie śniadanko. Wystrój jest fajny, ale miejsce nie ma szczególnego klimatu – ludzie wchodzą i wychodzą, obsługa nie ma czasu ani ochoty zamienić z człowiekiem słowa. Gdyby Berta wcześniej otworzyła swoją budkę, to pewnie nawet byśmy tu nie zajrzeli, ale było dość tanio, więc wypiliśmy kawę, zagryzając kanapką i skonem. Nieskromnie powiem, że ich skon serowy nie umywał się do skonów cheddarowych Człowieka Sera.

Co zjedliśmy: skon serowy, kanapka z szynką, ogórkiem i pastą chrzanową, dwie kawy

Ile zapłaciliśmy: około 3000 forintów

Gdzie to jest: Corvin köz od strony József körút

bistro1
Kanapka z szynką
bistro2
Kawa i skon

Nagyi Palacsintázója

To miejsce to absolutny hit. Znajduje się przy Batthyány tér i 24 godziny na dobę serwuje naleśniki w zawrotnej cenie 300-380 forintów za sztukę. Do wyboru są dwa menu – z naleśnikami na słodko i na słono. Następnie bierze się tego pysznego naleśnika, idzie na piętro i w powalającej cenie 4,50 zł dostaje się świetny widok na plac, Dunaj i – jeśli akurat odpowiednie okno jest wolne – parlament. Czy można chcieć więcej?

Co zjedliśmy: naleśniki!

Ile zapłaciliśmy: około 300 forintów za sztuk

Gdzie to jest: Batthány tér 5

batthyany1
Wystrój wnętrza nawiązujący do starego dworca stojącego obok
batthyany2
Naleśniki z kawałkiem placu

 

I to by było na tyle pierwszej relacji z Budapesztu. A może Wy macie jakieś swoje ulubione, sprawdzone miejsca na śniadanie w Budapeszcie? Dajcie znać w komentarzach albo na fejsie!

Do zobaczenia w następnych odcinkach!

Reklamy

Śniadanie w Krakowie odc. 2

Kontynuujemy dziś temat śniadań w Krakowie. Niestety, jestem leszczem i straciłam telefon, a wraz z nim niemal wszystkie zdjęcia, które zrobiłam w trakcie tych wizyt. Jakoś obędziemy się bez nich, a jak będzie okazja, to pstryknę fotę i odświeżę wpis.

Tymczasem: kolejne miejsca w Krakowie, w których można zjeść śniadanie!

Nap Nap Cafe – malutkie miejsce, pyszne kanapki i kawa, przemiła obsługa. To raczej miejsce na szybkie śniadanko w biegu niż na poranne przesiadywanie. Nie ma tu za wiele miejsca, ale jest klimat i dobra kawa.

Gdzie: Zwierzyniecka 5, Kiedy: 8-21

Bon Jour Cava tarta z sałatką, bardzo miła obsługa i przyjemnie urządzone wnętrze. Porcje nie za duże, ale dzięki temu można spróbować kilku rzeczy. Pożarłam kisze, a na koniec tartę z owocami. Bardzo, bardzo przyjemnie.

Gdzie: Warszawska 16, Kiedy: różnie w zależności od miejsca (są 3 w Krakowie) i dnia, zazwyczaj 10-18

Dynia – do Dyni robiliśmy podejście już kilka razy. Miejsce jest ładnie urządzone, ma wspaniały i bardzo klimatyczny ogródek letni, ale niestety jakość obsługi i średnie jedzenie skutecznie rujnują całą wizytę. Kelnerów i kelnerek jest sporo, ale znikają natychmiast po odebraniu zamówienia i już nigdy się nami nie interesują – o rachunek trzeba się prosić. Zestawy śniadaniowe są dosyć drogie (około 20 zł) i niezbyt dobre – wzięliśmy wersję z trzema pastami do chleba: jajeczną, rybną i twarożkiem ze szczypiorkiem. Pasta jajeczna ledwie smakowała jajkiem, twarożek był jakimś kremowym serkiem, który obok twarogu chyba nawet nie leżał, niezbyt obficie posypanym po wierzchu szczypiorkiem. Pasta rybna wypadła najlepiej, ale nie ratowała całego zestawu. Kiełbaski z serem i boczkiem z drugiego zestawu są słabiutkie, ser i boczek bez smaku, do tego na talerzu podane były dwie niby-grzanki spieczone w zgrzewaczu na kamień. Atmosfera miejsca jest świetna i wielka szkoda, że kuchnia i obsługa jej nie dorównują.

Gdzie: Krupnicza 20, Kiedy: śniadania do 13

Boccoca – bardzo miłe miejsce z przyjemnie zaskakującym, dobrym jedzeniem i obsługą. Jedliśmy śniadanie angielskie (bardzo dobre białe kiełbaski!) i przepyszny omlet z kozim serem, puszysty z zewnątrz i kremowo-serowy w środku. Do omletu dołączona była sałatka z roszponki i pomidorków i gdyby pomidorków było więcej niż dwa, to całość byłaby na medal. Do tego wszystkiego podano nam świeże i chrupiące pieczywo. W ofercie również dobrze wyglądające tarty, zielone koktajle i świeżo wyciskane soki z cytrusów. Odwiedziliśmy Boccocę w czasie letnich upałów w 2015 i bardzo podobało mi się, że w pomieszczeniu działała klimatyzacja, a w małym korytarzyku prowadzącym do łazienki ustawiono miskę z wodą dla zwierzaków. Brawo!

Gdzie: Plac Inwalidów 7, Kiedy: 8-22

Jajownia – niewielkie miejsce, oferujące różne pasty jajeczne, jajecznice, kanapki z jajkiem i dodatkami. Było miło, ceny niewygórowane, kawa smaczna. Dla nas najlepszy był zestaw obwarzanek+pasta jajeczna+chorizo, ale choć zjedliśmy górę kanapek, to wyszliśmy nie do końca najedzeni. W dodatku po przeciwnej stronie ulicy jest Bagel Mama, a z nią ciężko u nas konkurować.

Gdzie: Dajwór 23, Kiedy: 9-17

JEST ZDJĘCIE! Robione konserwą tyrolską, dlatego taka świetna jakość.

Jajownia

 

Odwiedziliśmy ponownie…

Bagel Mama – tu jest po prostu super. Te bajgle śnią mi się po nocach i nic na to nie poradzę. Moim osobistym hitem jest Woody Allen z tuńczykiem i BLT z bekonem tak chrupiącym, że człowiek czuje się, jakby występował w amerykańskim filmie. W ogóle po wyjściu z Bagel Mamy człowiek się czuje jakoś lepiej.

Gdzie: Dajwór 10, Kiedy: 9-17

Moment – do Momentu zaglądamy regularnie, bo ich propozycje śniadaniowe są naprawdę świetne i różnorodne. W weekendy w porze śniadaniowej bywa tu tłoczno, ale zawsze znajdzie się kawałek stolika, przy którym obsłuży nas miły kelner czy miła kelnerka. Ostatnio (marzec 2016), przyznaję, dość długo czekaliśmy na nasze zamówienie (doskonale zrobione jajka w koszulce z sałatką wiosenną z karty sezonowej i śniadanie angielskie), ale kelner przyszedł do nas i przeprosił za długi czas oczekiwania, a nie udawał, że w ogóle nie istniejemy. To wielki plus. Polecam serdecznie.

Gdzie: Estery 22, Kiedy: 9-1 w nocy, śniadanie do w weekendy do 16

Poprzedni odcinek Śniadań w Krakowie znajduje się tutaj.

Skony z bazylią

suszonymi pomidorami i fetą!

skony-bazyliowe

Nie ma na świecie nic lepszego od skonów. Nie ma, po prostu mnie nie przekonacie. Dużo jest dobrych rzeczy, ale żeby było coś takiego jak skon, gdzie każda kulinarna pierdoła może zagnieść takiego klucha, upiec i zjeść – to nie ma.

skony-bazyliowe3

Nie ma się co tu rozpisywać: przepis!

Skony z bazylią, suszonymi pomidorami i fetą

Porcja na 8 skonów

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • 100 g zimnego masła
  • 100 g kwaśnej śmietany 12% lub 18%
  • 3 łyżki zimnej wody

Dodatki:

  • 1/2 szklanki pokrojonych na duże kawałki listków bazylii
  • 100 g fety pokrojonej w kostkę
  • 8 kawałków suszonych pomidorów w zalewie pokrojonych w paski
  • 1 jajko

Przygotowanie:

W dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą, pieprzem. Zimne masło siekamy na kawałki i rozcieramy palcami z mąką (lub siekamy w malakserze). Dodajemy śmietanę i zagniatamy gęste ciasto – jeśli nie chce się łączyć, dodajemy po jednej łyżce wodę. Do miski wrzucamy bazylię, fetę i suszone pomidory, mieszamy całość.

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.

Ciasto wykładamy na blat, formujemy prostokąt o grubości ok. 2,5 cm. Kroimy najpierw na pół wzdłuż, potem na pół w poprzek. Potem każdy z powstałych czterech prostokątów kroimy na dwa trójkąty, jak na zdjęciu.

skony-bazyliowe2

Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 15-20 minut (do zarumienienia i suchego patyczka).

Smacznego!

skony-bazyliowe4

 

Krakersy serowe

HA! Już myśleliście, że zniknęłam, że to koniec Człowieka Sera, że blog ten wyląduje na cmentarzysku sobie podobnych blogów…Nic z tego! Musiałam po prostu zarobić na ser. A Bogiem a prawdą, dobry ser kosztuje swoje.

Ale skoro już na niego zarobiłam, to teraz mogę te wszystkie pieniądze wydać na cheddary, parmezany, bursztyny i inne takie.

Poza tym musiałam też kibicować polskiej reprezentacji w siatkówkę. Słowa te piszę 10 stycznia o godzinie 12:48. Za 12 minut (dobrze policzyłam? Dwa w pamięci, przenoszę dziesięć…) rozpocznie się mecz Polski z Niemcami o możliwość dalszej kwalifikacji na igrzyska w Rio. I ja się tym jaram, nic nie poradzę. Siatkówce polskiej kibicuję od czasów, gdy po boisku biegał Świderski z włosami ufarbowanymi a’la Nick Carter z Backstreet Boys. Czyli od dawna.

Takie zmagania wymagają więc odpowiedniej oprawy. Tą oprawą okazały się krakersy serowe, którymi natchnęła mnie autorka bloga Lawendowy Dom (to w ogóle uroczy blog i polecam go zupełnie bezinteresownie). Krakersy wyszły pyszne. Zawieźliśmy je nawet na artystycznego Sylwestra. Nikt poza nami i gospodarzami ich nie jadł, bo zawierały gluten i produkty odzwierzęce, więc weganie (1/3 populacji Sylwestra) i bezglutenowcy (kolejna 1/3 populacji) sobie odpuścili. Tym samym ożarliśmy się tych krakersów jak głupi.

krakersy2

Weganie nie skorzystają, ale bezglutenowcy mogą śmiało zamienić mąkę pszenną na bezglutenową i robić takie krakersy!

Za osiem minut mecz, więc bez dalszej zwłoki: przepis!

krakersy4

Krakersy serowe

Według przepisu z Lawendowego Domu, porcja na około 30 krakersów

Składniki:

  • 125 g mąki pszennej
  • 80 g zimnego masła
  • 130 g sera bursztyn (lub dziugas, gruyere)
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • gruboziarnista sól i świeżo zmielony pieprz
  • ok. 1/3 szklanki zimnej wody

Przygotowanie:

W malakserze (lub ręcznie, uprzednio krojąc masło na drobniejsze kawałki i rozcierając je z mąką) siekamy mąkę i masło, aż powstanie luźne ciasto i konsystencji okruchów chleba. Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do ciasta, dodajemy sok z cytryny, sól i pieprz do smaku i zagniatamy. W zależności od tego, jak tłusty i klejący mamy ser, będziemy musieli dolać odrobinę wody – dolewajmy po łyżce, aż ciasto sklei się razem.

Zagniatamy ciasto kilka razy na stolnicy czy blacie i formujemy długi wałek o średnicy 5-7 cm. Owijamy go folią i wkładamy do lodówki (nie do zamrażarki!) na około pół godziny.

Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Wyjmujemy wałek z lodówki i kroimy na plastry o grubości około 0,5 cm. Im dłużej ciasto będzie w lodówce, tym bardziej będzie zwarte i przy krojeniu zachowa swój kształt. Można więc uformować je w prostopadłościan (wytężam pamięć, by przypomnieć sobie nazwy brył geometrycznych) lub serduszka i upiec w takim kształcie.

Układamy w odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Pieczemy 12-15 minut, mają się zarumienić, a ser ma utworzyć zapieczone bąbelki. Po wyjęciu z piekarnika będą bardzo kruche, więc warto dać im chwilę odpocząć na blasze i dopiero potem przekładać na kratkę do ostudzenia.

Podawać same jako przekąskę do wina lub piwa albo jako podstawę mini-przekąsek z różnymi dodatkami, jak na zdjęciu poniżej. Nie mówić nikomu, że zrobiliście takie pyszne krakersy, bo Wam zjedzą.

P.S.

Chłopaki jadą na turniej do Japonii. Teraz tylko czekanie do maja…

 

krakersy1

krakersy3

Street Food Polska Festival w Galerii Kazimierz

lub jak pokochałam foodtrucki, a troszeczkę znienawidziłam siebie.

W miniony weekend pod Galerią Kazimierz w Krakowie odbył się (kolejny już raz) Street Food Polska Festival. O co chodzi? O samochody z żarciem, czyli foodtrucki znane nam bardzo dobrze z amerykańskich filmów, a w ostatnich latach także z wielkomiejskiej rzeczywistości. Bo foodtrucki po cichutku znalazły swoje miejsce w polskich miastach – przycupnęły na parkingach, przydomowych podwórkach, pod galeriami, na ulicach. I nagle zorientowaliśmy się, że zamiast iść na bułkę do dziupli w ścianie, idziemy na bułkę do budki na kółkach.

DSCN1661

Postanowiliśmy skorzystać z okazji i wybrać się na festiwal na obiad. Zrobiliśmy dokładny risercz w internetach na świetnie prowadzonym fejsbukowym profilu Street Food Polska, który jest odpowiedzialny za bardzo wiele moich ślinotoków.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że atmosfera jest bardzo miła – z głośników leci nie za głośna muzyka, jest zorganizowane miejsce zabaw i animacji dla dzieci, foodtrucki stoją w sensownych odległościach od siebie, tuż obok ustawione są zadaszone stoliki z ławami, a na trawce można się wyłożyć na kocyku lub leżaczku. Wygląda to dobrze, ale czy się najemy?

DSCN1674

Odpowiedź wydaje się oczywista, bo wszędzie widzimy ludzi wgryzających się w burgery, tortille, pierożki, lody, bułki, ziemniaki i co dusza zapragnie. Wgryzają się, a potem słychać „O BOŻE JUŻ NIE MOGĘ, ALE TO JEST TAKIE DOBRE”.

To jest dobry znak.

Zaczynamy od pierożków od Momo-Smak Kuchnia Tybetańska Wybieramy opcję z soczewicą i dzielimy się jedną porcją. Pierożki są pyszne, mokre, klejące się. Doskonały początek. Zwracamy grzecznie koszyczek i ruszamy dalej.

Popijamy pierożki dziwacznym napojem z galaretką od Bubbleology Polska, który jest dla nas za słodki, ale akceptujemy, że taki ma być. Galaretki wciągamy dużą słomką. Jest miło oraz przyjemnie.

DSCN1670

Nie możemy się zdecydować, czy najpierw zjemy maczankę krakowską z Andrus Food Truck, czy jajcarza od Bandy Kotleta.

Idziemy więc na porcję kopca ziemniaczanego z FOOD so GOOD – pierwszy FoodTruck w Kielcach. Ziemniaki jak z ogniska (serio, jak oni to robią?! mają tam jakieś takie małe ognisko w tej budce?!), super trendy szarpana wieprzowina, dużo warzyw – ogórki, kapusta, buraczki! – i sos. Jemy małą porcję na spółkę i stają nam łzy w oczach, bo chyba nie zdołamy zjeść i maczanki i jajcarza.

DSCN1672

Decydujemy się w końcu odpuścić maczankę i bierzemy zawijanego od Bandy kotleta. Niesamowity pomysł – połączenie tradycyjnych polskich smaków obiadowych z fast foodem. Oto najprawdziwsza rolada wieprzowa nadziewana ogórkiem i innymi składnikami, wsadzona w bułę, przyprawiona chrzanem (sic!), z masą dodatków i sosem pieczeniowym (sic!!). Absolutny hit. Do tego przemiła obsługa, która świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jedzenie u nich wymaga tony serwetek i mokrych chusteczek – oba zapewniają.

DSCN1682

Chcielibyśmy jeszcze zjeść maczankę, ale już nie możemy. Potem widzę kanapki z ogonem byka i nie mogę sobie wybaczyć, że nie mam ogromnego żołądka. Potem widzę, jak ktoś obok mnie bierze podwójnego wiedeńskiego (co oznacza wielką bułę a w niej nie jednego, ale DWA ogromne sznycle wiedeńskie) i zazdroszczę, że on ma ogromny żołądek.

Mijamy jeszcze stoisko z goframi, potem lody i mini-stoisko z zimną kawą. Jestem tak nażarta, że ledwo idę. A tu jeszcze foodtruck z tostami i z potrawami sous-vide. To ponad moje siły. Ktoś niesie jakieś burrito? Co to było? Boże, jak to dobrze pachnie.

DSCN1676

Padamy na kocyku na trawce i rozpoczynamy proces trawienia. A ja już myślę o tym, kiedy będzie następna edycja, bo tej maczanki nie odpuszczę i tego jajcarza też bym wciągnęła, a w ogóle to był też foodtruck z sushi… Następnym razem!

DSCN1688

Muffiny z pieczoną papryką i fetą

Muffiny, skony, domowe batony – co je łączy?

Są pyszne, dobrze się przechowują i świetnie sprawdzają się w podróży!

Lato to czas wycieczek, wypadów, pikników, wędrówek i innych tego typu atrakcji. Warto na taką podróż zaopatrzyć się w jakieś przekąski – najlepiej domowe, smaczne i wygodne w transporcie.

My już od kilku lat na każdą wycieczkę zabieramy ze sobą dwie przekąski: jedną są domowe batoniki z nasion i orzechów, a druga jest zmienna – zazwyczaj są to jakieś skony lub muffiny.

Batoniki wyglądają tak:

DSCN1519

robi się je banalnie – mieszamy składniki, łączymy z mlekiem skondensowanym i pieczemy. Przepis, z którego korzystam, pochodzi stąd-klik, choć przyznaję, że mleka dodaję zwykle mniej (inaczej na dnie tworzy się tłusta warstwa), a metodą prób i błędów odkryłam, że składniki można dowolnie wymieniać, np. na pistacje, orzechy nerkowca, dynię, rodzynki… Polecam też skorzystanie z gotowych mieszanek śniadaniowych na bazie płatków owsianych – ja kupiłam raz w Auchan trzykilogramową torbę takiej mieszanki i stanowi ona od jakiegoś czasu podstawę tych batonów.

Zalet muffinów natomiast jest bez liku – można je zamknąć w pojemniku i przechowywać poza lodówką przez 4 dni (i więcej, chyba że jest akurat milion stopni tak jak teraz, to ryzyko jest większe), a w lodówce nawet dłużej. Świetnie sprawdzają się na wyprawie w góry, nie ma nic lepszego, niż taki widok:

gory

herbata z termosu, muffin i domowy batonik.

Te muffiny są delikatne, przypadną do gustu zwłaszcza miłośnikom papryki. Mają lekko słodkawy, paprykowy smak, przełamany kosteczkami fety.

ciasto-babeczki-feta-papryka

Bez zbędnych dygresji: przepis!

Muffiny z pieczoną papryką i fetą

Przepis oryginalny pochodzi z dodatku do magazynu Kuchnia „Muffinki słodkie i wytrawne”

na 12 sztuk

Składniki:

Na ciasto:

  • 1 czerwona papryka
  • 400 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 200 g sera feta pokrojonego w kostkę
  • 2 jajka
  • 250 ml mleka
  • 50 g roztopionego i wystudzonego masła

Oprócz tego przyda się:

  • forma do muffinów
  • papilotki
  • papier do pieczenia lub mata silikonowa

Przygotowanie:

Najpierw pieczemy paprykę – nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, paprykę dokładnie myjemy, smarujemy oliwą i kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Pieczemy 30 minut, aż lekko sczernieje. Wyjmujemy z piekarnika i wkładamy od razu do miski z zimną, osoloną wodą. Papryka zapadnie się w sobie, będzie miękka. Obieramy ją ze skórki, wyjmujemy gniazda nasienne i kroimy paprykę w sporą kostkę.

W dużej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sól, fetę i paprykę. W mniejszej misce mieszamy jajka, mleko i masło. Dodajemy mokre składniki do suchych i mieszamy zgrubnie – mogą pozostać grudki ciasta.

Formę do muffinów wykładamy papilotkami, każdą napełniamy kilkoma łyżkami masy. Pieczemy w 200 stopniach przez 20-30 minut, aż muffiny ładnie się zrumienią, a wbita w ciasto wykałaczka będzie wychodzić sucha.

DSCN1518 DSCN1523

Śniadanie w Krakowie odc. 1

Dziś inaczej, bez przepisu, a o paru miejscach, które warto (lub mniej warto) odwiedzić w Krakowie.

Jedzenie to najlepszy sposób na poznanie miasta, dlatego po przeprowadzce ustaliliśmy sobie mały rytuał – niedzielne śniadanie jemy na mieście. Przy okazji wpasowaliśmy się w trendy i okazało się, że to bardzo modne (ech, to wyprzedzanie swoich czasów!)(nie.), więc miejsc ze śniadaniami jest teraz milion. Będzie trochę zdjęć, a trochę bez zdjęć, bo czasem szybciej zjadam, niż myślę.

Zatem:

Targ Śniadaniowy – ileż tam jest rzeczy do zjedzenia! Nasz pierwszy Targ był jeszcze w Hucie. Siedzieliśmy chyba ze dwie godziny na mrozie i jedliśmy kanapki, burgery, kiełbaski. Piliśmy kawę za kawą i cieszyliśmy się jak dzieci! Każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny przystępne, za taką kiełbasę w bułce albo burgera zapłacimy coś koło 10 zł. Obecnie Targ Śniadaniowy odbywa się w starym budynku dworca głównego przez co coś stracił, a coś zyskał. Stracił atmosferę spotkania w grupie lokalsów, zyskał sławę, muzykę na żywo i ogólny tłok. Polecane dla osób, które lubią gwar.

UPDATE: W dniu 3.06.2015 Targ ogłosił na fejsie, że zwija się z dworca. R.I.P., inicjatywo, niech ci ziemia lekką.


Wesoła Cafe milion śniadań, nieco surowy wystrój i pyszna kawa, o której barman/ka lub kelner/ka chętnie opowiedzą parę słów. Próbowaliśmy zimnego talerza (tapenada z oliwek, pasta z suszonych pomidorów, baba ghanoush i pasta z ciecierzycy) i kanapki z oscypkiem i czatnejem – oba pyszne, do zimnego talerza podają piękną sałatkę. Wygląda świetnie, ale jest super trudna w obsłudze. Ostatecznie wyrzuciłam ją z miseczki na talerz i tak sobie z nią poradziłam. Ceny przystępne, +/- 15 zł za śniadanie.

Godziny: pn-pt 7:00 – 21:00, sb-niedz 9:00-19:00 (nie sprecyzowano, czy o którejś godzinie śniadania już nie wychodzą z kuchni)

IMAG0981

IMAG0980


Baroque – za dnia (pięknością, w nocy zaś szkaradą…) przyjemna kawiarnia, wieczorem drinkbar. Fantastyczny puszysty omlet z szynką i serem w powalającej cenie 6 zł! Oprócz tego tosty, jajecznica, standard.

Godziny: otwarte od 9:00 do ostatniego klienta

UPDATE: W Baroque byliśmy na Placu Nowym jakiś czas temu – coś mogło ulec zmianie, bo na stronie nie widzę już w menu omletów i tostów – jakby ktoś się zdecydował sprawdzić, to dajcie znać, czy informacja jest aktualna.


Charlotte znałam koncepcję tej knajpki jako uber-hipsterowni z Warszawy, którą jakiś rok czy dwa lata temu zachwycały się wszystkie blogi kulinarne. Wypróbowaliśmy wersję krakowską – knajpa duża, przestronna, wielkie stoły, atmosfera mocno międzynarodowa. Typowe dla Charlotte – własne wypieki, które mają opinię pysznych, ale jak dla mnie są zwykle przepalone lub suche. Ceny nieco zawyżone, ale raz na jakiś czas warto tam skoczyć. Zjedliśmy croque monsieur (ujdzie, choć croque z chleba z grubą skórką to jednak nie to) i kanapkę na ciepło z szynką i serem, wypiliśmy dwie kawy i wciągnęliśmy (dobra, ja wciągnęłam) tartę cytrynową. Całość wyniosła nas niecałe 50 zł. Rozlałam też szampana pani przy stoliku obok, pani była Francuzką, więc pardon, pardon, sorry, sorry, że ne kąprą pa.

Godziny: do 24:00


 Smakołyki – wspaniałe miejsce! Pyszne śniadania – tosty, jajecznice, croissanty z serem, kanapki, samo dobro – w bardzo przystępnych cenach. +/- 10 zł za śniadanie, do tego w cenie kawa lub herbata. Świetny wystrój, miła obsługa. Nic, tylko iść i jeść. Ja jadłam świeże croissanty z łososiem i serem, mój Luby pożarł tosty. Kawa była tak mocna, że prawie mi serce stanęło – taka, jak lubię. 10/10, would go again, jak to mówią specjaliści.

Godziny: pn-sb 8:00-12:00, niedz 9:00-12:00


 Bagel Mama  – jeśli macie ochotę na prawdziwego bajgla z czym-tylko-dusza-zapragnie, to zajrzyjcie do Bagel Mamy. Pyszne jedzenie, świetna lemoniada (uwaga: wykręca paszczę), przyjemna atmosfera. Duże, drewniane stoły, gazetki na wieszakach do poczytania, obsługa pomocna i miła. Do tego dobra kawa i śniadanie na medal.

Godziny: 9:00-18:00

Bajgiel


Bal na Zabłociu – Bal ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie – knajpa położona w industrialno-korporacyjnej części miasta, w wielkim blaszanym hangarze, ma swój urok. Białe stoły, surowe wnętrze, dobra kawa i kilka prostych, a dobrych śniadań. Jedliśmy croque madame i tosty, oba były pyszne, a croque zdecydowanie lepszy, niż ten z Charlotte. Ceny +/- 15 zł, samoobsługa. Fajne miejsce na wyjście z większą grupą znajomych.

Godziny: 9-12:30 i 15-…

IMAG1423


Kolanko no 6 – Kolanko szczyci się bufetami śniadaniowymi, gdzie płaci się 20 zł od osoby i je, co chce. Wybór – zwłaszcza w weekendy – jest naprawdę duży. Niestety, duża jest też popularność Kolanka, co sprawia, że o każdą kromkę chleba trzeba walczyć z 10 innymi osobami, a pasta jajeczna, na którą polujemy od 20 minut, znika natychmiast. W niedzielę tłumy większe niż na sumie. Niektórzy to lubią, ale walka o hummus to jednak nie nasz styl. Styl knajpy rustykalno-drewniany z elementami plakatu międzywojennego.

Godziny: codziennie od 8:00 do 12:00


Moment – RE-WE-LA-CJA. Ogromne porcje, świetne angielskie śniadanie, świetne tosty z tuńczykiem i gruszką, świetna kawa. Miejsce popularne, niemal vis-a-vis Kolanka, ma jednak zupełnie inną atmosferę. Na ścianach Salvador Dali i szalone zegary, ciepłe kolory i miękkie sofy i krzesła. Mimo dużego ruchu pani kelnerka była miła, uprzejma i uśmiechnięta. Ceny średnie, ale w granicach 15-20 zł można się najeść jak beczka.

Godziny: od 9:00 do 16:00


Hamsa – śniadanie żydowskie. W nieco za wysokiej cenie ok. 15-20 zł dostaniemy szakszukę z kozim serem (dobrą), zestaw jerozolimski lub w wersji z Tel-Avivu. Obsługa miła, jest niewielki ogródek wychodzący na ulicę Szeroką. Bardzo dobra kawa po beduińsku z kardamonem i dużą ilością cukru – gęsta, że łyżka stoi. W weekendy oferują też bufet śniadaniowy.

IMAG1585 IMAG1584 IMAG1586


I to na razie tyle naszych odkryć. Jeśli byliście w którymś z tych miejsc – dajcie znać jak wrażenia!

Blog na WordPress.com.

Up ↑