Szukaj

Cztowiek Ser

Czy wszystko jest lepsze, jeśli dodać do tego ser?

Kategoria

Wege

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

a także z marchewką, kiełkami fasoli mung i sambalem!

Niespodziewanie dla wszystkich pod koniec listopada nastała zima. Długa i ciepła jesień tak mnie rozleniwiła, że zupełnie zapomniałam o istnieniu temperatur minusowych. A tu proszę – śnieg, wiatr, zawieje i zamiecie. Na taką pogodę najlepsza jest porządna zupa: treściwa i rozgrzewająca.

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Przyznam, że nie jestem fanką tradycyjnie polskich zup. Nie cierpię tłusto-bezsmakowego rosołku serwowanego w polskich domach z twardym polskim makaronikiem, nie znoszę słów „rosołek” i „makaronik”. Irytuje mnie to, że w tradycyjnych polskich zupach jest albo pusto, albo pływa w nich całe boskie stworzenie, począwszy od pietruszki, przez pasternak, po rzepę, do tego wołowina, wieprzowina i kurczak, bo przecież zupa treściwa jest tylko wtedy, gdy pływa w niej kilo mięsa.

Dlatego tak bardzo lubię zupy azjatyckie, oferujące ogromną różnorodność, która nie wymaga umieszczenia worka kartofli w misce, żeby się człowiek najadł.

Tym samym przedstawiam pierwszy (ale nie ostatni!) przepis na tajską zupę z tofu. Oczywiście można krzyczeć, że to nie prawdziwa zupa tajska, bo cośtam, cośtam. Nic mnie to nie obchodzi. Ta zupa jest po prostu pyszna, rozgrzewająca, sycąca i uzależniająca. W dodatku stanowi swego rodzaju przepis podstawowy, na którym będziemy bazować przy kolejnych zupach.

Lista składników wygląda kosmicznie dla kogoś, kto zupełnie nie ma styczności z kuchnią azjatycką jakiegokolwiek rodzaju. Zaufajcie mi: wystarczy, że kupicie kilka podstawowych składników i nagle okaże się, że a) są super wydajne i starczają na miesiące oraz b) otwierają przed Wami cały wachlarz możliwości kulinarnych.

Te podstawowe składniki to:

  • sos sambal oelek – właściwie to przecier z ostrych papryczek chilli. Absolutny must-have, który zapewnia ten charakterystyczny dla kuchni tajskiej rodzaj ostrości, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Gdy kilka miesięcy temu kupowałam swój słoik firmy Tao Tao, kosztował jakieś 8 złotych. Sosu tego używam namiętnie i nadal mam pół słoika. Dlaczego? Dlatego, że jest tak cholernie ostry, że na gar zupy wystarczają dwie płaskie łyżeczki sosu. Magia.
  • trawa cytrynowa – u mnie w postaci pasty w słoiku. Ponownie wydatek około 10 złotych, który starcza na długie miesiące.
  • sos rybny – około 15 złotych. Nadaje potrawom charakterystyczny rybny posmak – ni to umami, ni to krewetka. Od biedy można go pominąć lub zastąpić sojowym/ostrygowym, ale według mnie warto zainwestować te parę złotych i cieszyć się sosem rybnym przez długie miesiące.
  • olej sezamowy – ponownie wydatek kilkunastu złotych. Dobry olej sezamowy będzie gęsty i wydajny. Używa się go raczej do aromatyzowania potraw i przyprawiania ich niż do gotowania.

Orzeszki

Jeśli przebrnęliście przez powyższą listę składników, które umożliwiają rozpoczęcie przygody z kuchnią tajską (i każdą kuchnią azjatycką), to zapraszam poniżej, gdzie znajdziecie… przepis!

Tajska zupa z tofu i orzeszkami

Porcja dla dwóch osób

  • łyżka oleju kokosowego
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 4 cm świeżego korzenia imbiru
  • 1,5 płaskiej łyżeczki sosu sambal
  • 0,5 łyżeczki pasty z trawy cytrynowej
  • 1 kostka tofu
  • pół niedużej marchewki
  • pół puszki kiełków fasoli mung
  • pół puszki mleka kokosowego
  • 1,5 szklanki wody lub bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • garść orzeszków ziemnych niesolonych
  • szczypior

Opcjonalnie:

  • dowolny makaron azjatycki ugotowany – pszenny, sojowy, gryczany
  • 1 nieduża pierś kurczaka (postępujemy z nią tak, jak z tofu)

Przygotowanie:

Stawiamy średni garnek z grubym dnem na gazie, rozgrzewamy olej kokosowy. Czosnek i imbir ścieramy na drobnej tarce. Do rozgrzanego tłuszczu wrzucamy starty czosnek, imbir, trawę cytrynową i sambal. Dokładnie mieszamy. Smażymy na średnim ogniu przez dwie minuty, od czasu do czasu mieszając.

W tym czasie kroimy tofu (i ewentualnego kurczaka) w niedużą kostkę. Wrzucamy do podsmażonych przypraw, dokładnie mieszamy i smażymy przez około 5 minut, aż tofu i kurczak obsmażą się ze wszystkich stron i pokryją przyprawami.

W tym czasie kroimy marchewkę w cienkie paski, a następnie w nieduże słupki. Dodajemy pokrojoną marchewkę do garnka, mieszamy. Zalewamy całość wodą lub bulionem, dodajemy mleko kokosowe, cukier i sos rybny. Gotujemy na dużym ogniu przez 15 minut, uważając, by zupa nie wykipiała.

W międzyczasie nakładamy do misek kiełki fasoli i ugotowany makaron (warto pokroić go wcześniej na krótsze kawałki).

Po 15 minutach gotowania zdejmujemy zupę z ognia (będzie bardzo gorąca – chcemy, by trochę przestygła w czasie, gdy przygotowujemy dodatki).

Podgrzewamy na dużym ogniu suchą patelnię, wrzucamy na nią orzeszki. Prażymy orzeszki przez około 2 minuty, od czasu do czasu mieszając. Mają się lekko zrumienić i puścić olej, ale nie zwęglić. Zdejmujemy orzeszki na dużą deskę do krojenia i ostrym i dużym nożem siekamy je drobno. Obok siekamy również szczypior.

Do miseczek z kiełkami i makaronem wlewamy zupę. Do każdej miseczki wsypujemy garść siekanych orzeszków, posypujemy szczypiorem i polewamy kilkoma kroplami oleju sezamowego.

Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.
Tym razem makaron pszenny i kiełki fasoli mung z puszki.

FAQ

  • sambal jest naprawdę, ale to naprawdę ostry. Ta wersja zupy nie powinna zwalić Was z nóg, ale ostrość można łatwo regulować: jeśli zupa jest za ostra, dodajcie więcej mleczka kokosowego. Jeśli jest zbyt łagodna, możecie dodać więcej sambalu. Pamiętajcie, by przed spróbowaniem zupy porządnie ją zamieszać – ostrość lubi zbierać się w tłuszczu wypływającym na wierzch zupy, więc próbowanie łyżką z samej góry prawie na pewno skończy się kaszlem. Nabierajcie do próbowania z dna i pamiętajcie, że tofu i pozostałe składniki są łagodne i dobrze komponują się z ostrą zupą.
  • jeśli nie macie jakiegoś składnika, nie rońcie łez! Najważniejszy jest sambal i mleko kokosowe – ich nie da się niczym zastąpić. Cała reszta zależy tylko od Was. Nie macie kiełków fasoli? Dorzućcie z marchewką pokrojonego w słupki pora. Nie macie marchewki? Dorzućcie bambusa z puszki.
  • jeśli nie dodamy kurczaka, zupa będzie wegetariańska. Pominięcie sosu rybnego uczyni z niej zupę wegańską. Dodanie makaronu ryżowego lub sojowego sprawi, że zupa będzie bezglutenowa 🙂
  • macie jeszcze jakieś pytania? Piszcie w komentarzu!

Smacznego!

Gotowa zupa. Smacznego!
Gotowa zupa. Smacznego!
Reklamy

Chlebek z cukinią i cheddarem

Cukinia. Kurczak wśród warzyw. Warzywo tak wszechstronne, że nie nadaje się właściwie do niczego. Ani mokre, ani suche. Nieco mdłe, ale trochę jakby słodkie. Raz za twarde, raz rozmięknięte. Innymi słowy – jak nie kochać cukinii?

Z tej miłości do cukinii oraz z tego, że zostaliśmy cukinią obdarowani, narodził się pomysł, by coś z nią zrobić ludzkiego. Można robić placki z cukinii, ale jak dla mnie nie mają one smaku i ogólnie więcej z nimi roboty, niż pożytku. Można robić cukinię w posypce parmezanowej, ale nie wierzę, że to działa. Jak ktoś próbował i wie, że działa, to niech mi powie – może się przekonam.

Przeglądałam więc Pintresta, szukając pomysłu na cukinię i oto jest. Chlebek z cukinii z cheddarem. Ekspresowy, rumiany. Nie ma opcji, żeby to było niedobre.

Przygotowanie całości trwało może z 10 minut i chlebek piecze się teraz w piecu. Obserwuję go jak wariatka, zaglądam tam do środka, bo może… nie wiem, co się stanie. Może wybuchnie. Może się spali na kamień. Na węgiel. Może się rozleje (gdzie ci się, babo, rozleje, w foremce?). W ogóle mam dużo wizji, w których całe to przedsięwzięcie okazuje się kompletną porażką.

O, cholera. Zaczął rosnąć. A jak wyjdzie z foremki? CO JAK WYJDZIE Z FOREMKI?

Ciasto w stanie wymieszanym. Do keksówki i do roboty.
Ciasto w stanie wymieszanym. Do keksówki i do pieca.

Można powiedzieć, że jestem dziś w nastroju lekko neurotycznym. To się zdarza na jesieni, musicie mi wybaczyć. Nadmiar grzybów i cukinii w organizmie skutkuje nieraz neurozą. Potwierdzone naukowo przez radzieckich naukowców. Później znajdę Wam linka do badań.

Tymczasem chlebek się piecze i zaczyna pięknie pachnieć. Nie ma się co dziwić, w końcu jest w nim pół kilo sera. No, tak naprawdę to 220 gramów, ale to właściwie prawie że pół kilo. Już sobie wyobrażam, jak smakuje. Że jest serowy, miękki, nie za suchy. Z chrupiącą skórką z kawałkami przypieczonego sera. Że ma takie kawałeczki szczypiorku, które zaostrzają jego smak. Że smaruję jeszcze ciepłą kromkę masłem, a ono się rozpuszcza i całość jest po prostu palce lizać…

To co, przepis?

chlebek_cukinia_1

Chlebek z cukinią i cheddarem

Przepis pochodzi z tej strony

Składniki:

  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 50 g masła
  • 400 g maślanki (pełen kubek)
  • 1 jajko
  • 250 g cukinii
  • 220 g cheddara
  • pęczek szczypiorku

Przygotowanie:

Nagrzewamy piekarnik do 175 stopni.

W mikrofali lub małym garnuszku roztapiamy masło, odstawiamy do ostygnięcia.

Na tarce o grubych oczkach ścieramy cukinię, w razie potrzeby odciskamy z niej nadmiar wody. Na tej samej tarce ścieramy cheddar. Szczypiorek siekamy na kawałki około 1/4 cm.

W dużej misce mieszamy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę i sól.

W mniejszej misce mieszamy maślankę, jajko i roztopione masło.

Dodajemy mokre składniki do suchych, mieszamy z grubsza. Gdy masa zacznie się łączyć dodajemy startą cukinię, ser i posiekany szczypior. Mieszamy do połączenia się składników.

Wykładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 45-60 minut w 175 stopniach, do suchego patyczka (czyli jak wsadzimy w chlebek wykałaczkę lub patyczek do szaszłyków, to po wyciągnięciu będzie suchy, a nie oblepiony mokrym ciastem).

Czekamy 15 minut, aż ostygnie, inaczej będzie się kiepsko kroił. Podajemy na ciepło z masłem, wędliną, serkiem naturalnym czy zupą. Chlebek świetnie się przechowuje – leży w chlebaku zawinięty w foliowy woreczek już drugi dzień i w ogóle nie wysechł.

Smacznego!

chlebek_cukinia_2

chlebek_cukinia_kromki

Skony z bazylią

suszonymi pomidorami i fetą!

skony-bazyliowe

Nie ma na świecie nic lepszego od skonów. Nie ma, po prostu mnie nie przekonacie. Dużo jest dobrych rzeczy, ale żeby było coś takiego jak skon, gdzie każda kulinarna pierdoła może zagnieść takiego klucha, upiec i zjeść – to nie ma.

skony-bazyliowe3

Nie ma się co tu rozpisywać: przepis!

Skony z bazylią, suszonymi pomidorami i fetą

Porcja na 8 skonów

Składniki:

Ciasto:

  • 200 g mąki pszennej
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • 100 g zimnego masła
  • 100 g kwaśnej śmietany 12% lub 18%
  • 3 łyżki zimnej wody

Dodatki:

  • 1/2 szklanki pokrojonych na duże kawałki listków bazylii
  • 100 g fety pokrojonej w kostkę
  • 8 kawałków suszonych pomidorów w zalewie pokrojonych w paski
  • 1 jajko

Przygotowanie:

W dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą, pieprzem. Zimne masło siekamy na kawałki i rozcieramy palcami z mąką (lub siekamy w malakserze). Dodajemy śmietanę i zagniatamy gęste ciasto – jeśli nie chce się łączyć, dodajemy po jednej łyżce wodę. Do miski wrzucamy bazylię, fetę i suszone pomidory, mieszamy całość.

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.

Ciasto wykładamy na blat, formujemy prostokąt o grubości ok. 2,5 cm. Kroimy najpierw na pół wzdłuż, potem na pół w poprzek. Potem każdy z powstałych czterech prostokątów kroimy na dwa trójkąty, jak na zdjęciu.

skony-bazyliowe2

Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 15-20 minut (do zarumienienia i suchego patyczka).

Smacznego!

skony-bazyliowe4

 

Sałatka z kozim serem

Jak zapewne zauważyliście, czytam różne kulinarne książki i czasopisma, blogi i strony internetowe. Staram się nieco dokształcać i ogólnie nie zamykać się na podlaski i oscypka, tylko wychodzić też do innych serów i przepisów.

salatka_roszponka_kozi (1)

I ostatnio w „Kuchni” przeczytałam coś, co dotknęło mnie do głębi – była to rozmowa o sałacie. Tak, o sałacie. Dwóch mężczyzn w dodatku o tej sałacie rozmawiało, a zrobili to tak, że postanowiłam zmienić swoje życie (kulinarne). Padło tam między innymi z ust pana Tadeusza Pióro zdanie „Nasza kultura kulinarna cierpi na brak zrozumienia sałaty”.

I ja się z nim zgadzam. I doszłam do wniosku, że sama sałaty też nie do końca rozumiem, zrobiłam więc sałatkę z przepisu podanego pod rozmową i dotarło do mnie, że całe życie lekceważyłam sałatę, jej rozmaitość i potencjał, zwłaszcza w łączeniu z różnymi serami, które aż się proszą o skomponowanie jakiejś pysznej sałatki. Dlatego też, za „Kuchnią”, podaję przepis na:

Sałatkę z roszponki, cebuli, pomidorów i podsmażanego sera koziego

Porcja dla dwóch osób, doskonała jako wstęp do cięższego makaronu

Składniki:

  • łyżeczka musztardy sarepskiej
  • 2 i 1/2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 2-3 łyżki oliwy extra vergine
  • sól i pieprz
  • 6 garści roszponki
  • 1 mała czerwona cebula
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • 6 plastrów małej roladki koziej o grubości około 2 cm

Przygotowanie:

W kubeczku mieszamy dokładnie musztardę z octem. Ciągle mieszając, dolewamy równomiernym strumieniem oliwę. Powstanie gładka emulsja, którą doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

W dużej misce umieszczamy roszponkę, wlewamy sos i mieszamy dokładnie przy pomocy dwóch łyżek lub dwóch rąk. Cebulę kroimy na pół i na cieniutkie piórka. Dodajemy do roszponki, ponownie mieszamy bardzo dokładnie.

Kroimy pomidorki na połówki lub na ćwiartki, jeśli są duże.

Rozgrzewamy patelnię z nieprzywierającą powłoką, kładziemy na niej plastry roladki. Smażymy około 2 minut na średnim ogniu z jednej strony, przewracamy. Roladki mają się ładnie zrumienić z wierzchu i rozpuścić w środku.

Do roszponki i cebuli dodajemy pomidorki, szybko mieszamy. Wykładamy na talerze, na wierzchu układamy gorące, usmażone serki. Podajemy natychmiast same lub z grzanką.

salatka_roszponka_kozi (2)

A już wkrótce spodziewajcie się kolejnych przepisów na sałaty, bo zamierzam sałatę zrozumieć, pokochać i ujarzmić, tak by nie miała przede mną tajemnic!

Muffiny z pieczoną papryką i fetą

Muffiny, skony, domowe batony – co je łączy?

Są pyszne, dobrze się przechowują i świetnie sprawdzają się w podróży!

Lato to czas wycieczek, wypadów, pikników, wędrówek i innych tego typu atrakcji. Warto na taką podróż zaopatrzyć się w jakieś przekąski – najlepiej domowe, smaczne i wygodne w transporcie.

My już od kilku lat na każdą wycieczkę zabieramy ze sobą dwie przekąski: jedną są domowe batoniki z nasion i orzechów, a druga jest zmienna – zazwyczaj są to jakieś skony lub muffiny.

Batoniki wyglądają tak:

DSCN1519

robi się je banalnie – mieszamy składniki, łączymy z mlekiem skondensowanym i pieczemy. Przepis, z którego korzystam, pochodzi stąd-klik, choć przyznaję, że mleka dodaję zwykle mniej (inaczej na dnie tworzy się tłusta warstwa), a metodą prób i błędów odkryłam, że składniki można dowolnie wymieniać, np. na pistacje, orzechy nerkowca, dynię, rodzynki… Polecam też skorzystanie z gotowych mieszanek śniadaniowych na bazie płatków owsianych – ja kupiłam raz w Auchan trzykilogramową torbę takiej mieszanki i stanowi ona od jakiegoś czasu podstawę tych batonów.

Zalet muffinów natomiast jest bez liku – można je zamknąć w pojemniku i przechowywać poza lodówką przez 4 dni (i więcej, chyba że jest akurat milion stopni tak jak teraz, to ryzyko jest większe), a w lodówce nawet dłużej. Świetnie sprawdzają się na wyprawie w góry, nie ma nic lepszego, niż taki widok:

gory

herbata z termosu, muffin i domowy batonik.

Te muffiny są delikatne, przypadną do gustu zwłaszcza miłośnikom papryki. Mają lekko słodkawy, paprykowy smak, przełamany kosteczkami fety.

ciasto-babeczki-feta-papryka

Bez zbędnych dygresji: przepis!

Muffiny z pieczoną papryką i fetą

Przepis oryginalny pochodzi z dodatku do magazynu Kuchnia „Muffinki słodkie i wytrawne”

na 12 sztuk

Składniki:

Na ciasto:

  • 1 czerwona papryka
  • 400 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 200 g sera feta pokrojonego w kostkę
  • 2 jajka
  • 250 ml mleka
  • 50 g roztopionego i wystudzonego masła

Oprócz tego przyda się:

  • forma do muffinów
  • papilotki
  • papier do pieczenia lub mata silikonowa

Przygotowanie:

Najpierw pieczemy paprykę – nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, paprykę dokładnie myjemy, smarujemy oliwą i kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub matą silikonową. Pieczemy 30 minut, aż lekko sczernieje. Wyjmujemy z piekarnika i wkładamy od razu do miski z zimną, osoloną wodą. Papryka zapadnie się w sobie, będzie miękka. Obieramy ją ze skórki, wyjmujemy gniazda nasienne i kroimy paprykę w sporą kostkę.

W dużej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sól, fetę i paprykę. W mniejszej misce mieszamy jajka, mleko i masło. Dodajemy mokre składniki do suchych i mieszamy zgrubnie – mogą pozostać grudki ciasta.

Formę do muffinów wykładamy papilotkami, każdą napełniamy kilkoma łyżkami masy. Pieczemy w 200 stopniach przez 20-30 minut, aż muffiny ładnie się zrumienią, a wbita w ciasto wykałaczka będzie wychodzić sucha.

DSCN1518 DSCN1523

Sezon tostowy

uważam za rozpoczęty.

W ogóle nie mogę uwierzyć, że dopiero teraz będzie wpis o toście! Zaczniemy od czegoś bardzo, bardzo przyjemnego. Zaczniemy od tostu (tosta? cholerny język polski.) od Stura.

W Bratysławie jedliśmy pyszne tosty i kanapki w kawiarni Stur (tuuu czytaj, tuuu zobacz). Jeden z tych tostów – ze szpinakiem, pieczarkami i cheddarem – aż się prosił o powtórzenie w domu. Został więc powtórzony.tosty_cheddar_1

 

Nie ma się co za dużo rozwodzić: przepis!

Tosty z cheddarem, szpinakiem i pieczarkami

Składniki:

Na jeden tost

  • 2 kromki chleba tostowego
  • 2 średnie pieczarki
  • garść szpinaku baby
  • łyżeczka musztardy francuskiej
  • około 10 g cheddara
  • łyżeczka oliwy
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Pieczarki dokładnie myjemy, kroimy na plasterki. Na patelni rozgrzewamy łyżeczkę oliwy, wrzucamy pieczarki i smażymy, aż się zrumienią. Solimy i pieprzymy, odstawiamy. Szpinak myjemy, suszymy, kroimy w cienkie paseczki. Ser kroimy na plasterki lub ścieramy na tarce.

Jedną kromkę chleba tostowego smarujemy musztardą, układamy na niej szpinak, pieczarki, ser. Przykrywamy drugą kromką.

Zapiekamy w opiekaczu, grillu lub na patelni.

Przed podaniem warto tost przekroić na pół, wygodniej go chwycić i pałaszować.

Smacznego!

tosty_cheddar_3

 

Skony cheddarowe

ze słonecznikiem i dynią!

Skony cheddarowe
Skony cheddarowe

Piątkowy wieczór.

Niektórzy ludzie wychodzą na dancing, inni idą do kina. Ci, co mają dzieci, usypiają dzieci. Ci, co nie mają, oddają się różnym mniej lub bardziej lubieżnym przyjemnościom. Takoż i ja się mniej lub bardziej lubieżnym oddaję, czemu by nie, skoro piątkowy wieczór.

Ja się dla przyjemności zamykam w piątkowy wieczór w kuchni i przygotowuję cheddarowe skony. Pisałam ostatnio, że kilka prób już podjęłam ze skutkiem co najwyżej mizernym, a koncept tak doniosły, jak cheddarowe skony, zasługuje jednak na to, by dążyć do jego doskonałości. Dążyłam, dążyłam, i oto dziś, w piątek wieczorem, stworzyłam skony idealne.

Słucham więc sobie ścieżki dźwiękowej do „True Detective” (OMÓJBOŻEJAKITOBYŁWSPANIAŁYSERIAL,CONIE?), trę ser, rozcieram masło i dumam nad tym, dlaczego moje poprzednie próby skonowe były tak nieudane. I otóż wiem: założyłam bowiem, że przepisu należy szukać na stronach amerykańskich, no bo przecież Ameryka serem i skonami stoi. Zapomniałam, że Ameryka jako ogół o gotowaniu pojęcie ma mizerne i do wszystkiego wrzuca tony masła (0% tłuszczu i kalorii), zupełnie ignorując taką drobnostkę, jak smak jedzenia. Joy the Baker jest naturalnie wyjątkiem, ale ona na pewno ma jakieś polskie korzenie.

Przepis na skony znalazłam w osiedlowym Lewiatanie. Mój Lewiatan to taki sklep, w którym jest absolutnie wszystko (w jednym egzemplarzu, ale jest) zmieszczone na powierzchni 5 m kwadratowych. Sklep jest wielopoziomowy (tzn. w jednym miejscu znajdują się bezsensowne schodki), a alejki ewidentnie jednoosobowe. Ruch odbywa się w jedną stronę. Kto czegoś zapomniał, musi obejść cały sklep dookoła. Nie ma zawracania, zatrzymywania się na zbyt długo, wchodzisz i krążysz jak jakaś mucha po zamkniętym słoiku. Paranoja, ten Lewiatan.

Na wejściu jednak Lewiatan ma skrzynki z piwem (stanowiące niczym góry naturalną barierę i chroniące klientów przed przechodzeniem alejką w złym kierunku) oraz stojak z prasą różnorodną. W tym stojaku zaś: wydanie specjalne 2/2015 moje gotowanie pod tytułem „Chleby i bułki własnego wypieku”. Na stronie 32 – cud ukryty pod nazwą „bułki słonecznikowe”. Trochę go poprawiłam, trochę dostosowałam, aż wreszcie, Panie i Panowie, skony cheddarowe!

Tuż przed wrzuceniem do pieca
Tuż przed wrzuceniem do pieca

Zatem: przepis!

Skony cheddarowe

Porcja na 9 skonów dla 2-4 osób

Ciasto można przygotować wieczorem poprzedniego dnia, a skony upiec na śniadanie

Składniki:

  • 100 g zimnego masła
  • 300 g mąki
  • szczypta soli
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 ml śmietany 12%
  • 50 g ziaren słonecznika
  • 20 g pestek dyni
  • 100 g cheddara

Przygotowanie:

Zimne masło kroimy w kosteczkę. W misce mieszamy mąkę, sól i proszek do pieczenia, dodajemy kosteczki masła i rozcieramy palcami, aż powstanie konsystencja okruchów chleba. Dodajemy śmietanę z kubeczka (kubeczka nie wyrzucać, przyda się!), 2/3 startego na grubych oczkach sera i pestki słonecznika. Całość mieszamy, a potem zagniatamy na grudowate ciasto. Ciasto będzie twarde i zwarte.

Na tym etapie ciasto można włożyć do miski, przykryć folią spożywczą i schować do lodówki na noc. Rano ciasto wyciągamy i od razu przechodzimy do dalszego przygotowywania (jedyny minus jest taki, że ciasto będzie zimne i trudniej będzie się formowało).

Z ciasta formujemy 9 równych kulek, lekko je spłaszczamy na kształt bułeczek. Układamy w sporych odstępach na blasze do pieczenia wyłożonej papierem lub podkładką silikonową. Wierzch skonów smarujemy resztkami śmietany z kubeczka, posypujemy pestkami dyni i resztą startego sera. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 30 minut.

Skony muszą trochę wystygnąć, bo inaczej będą się rozpadać przy krojeniu. Najlepsze są na ciepło z samym masłem albo pomidorem.

Smacznego!

Pyszny skon
Pyszny skon

Gniocchi szpinakowe

z sosem serowym!

Podejście do gniocchi robiłam już kilka razy. Zaliczyłam spektakularne porażki, bo jak to bywa w przypadku takich* potraw, trzeba być mamą albo babcią, żeby umieć je robić. Najniższy stopień wtajemniczenia to żona, żona też może zrobić niezłe pierogi czy kopytka. Jako że nie mam żadnej z tych odznak (info dla facetów: w naszym tajnym, masońskim, iluminati klubie tylko dla kobiet wręczamy sobie badge za expa) (nie.), to gniocchi wyszły mi kolejno: 1) twarde jak kamień, 2) zupełnie bez smaku, 3) rozlały się w gotowaniu, 4) suche, 5) „jak jedzenie mąki łyżką”, oraz 6) od razu do kosza.

Tym razem było inaczej. Tym razem pozwoliłam, by moje instynkty wzięły górę. Nie użyłam przepisu, tylko głowy i rąk i wyszły…no, pyszne gniocchi wyszło (wyszły). Będę je na pewno powtarzać i udoskonalać, ale już w tej wersji są super!

Robienie gniocchi niestety niezmiennie kojarzy mi się z tragiczną sceną z „Ojca chrzestnego III”, w której rozpaczliwie źle grająca Sophia Coppola kręci gniocchi ze swoim kuzynem. Co za koszmar. (kluski jednakowoż wychodzą im niezłe). Jeśli nie wiecie, co to za scena, to jesteście szczęśliwymi ludźmi.

Te gniocchi nie prezentują się zbyt pięknie, są nieco nieforemne (co widać na załączonym obrazku) przez wykorzystanie grubo posiekanego szpinaku. Sytuacji nie poprawia gęsty sos z sera pleśniowego. Smak jednak jest przedni, więc nie przejmujcie się szczegółami estetycznymi (a może Wam po prostu wyjdą lepsze, kto wie).

gniocchi_szpinak_1

Po rozmowach i dyskusjach na temat gniocchi publikuję również wspólny wniosek: odpowiednią nazwą dla tego dania jest słowo „gniotki”. Gniotki oddają ducha gniocchi, a brzmią jakby lepiej.

Tymczasem jednak: przepis!

Gniocchi (gniotki) szpinakowe w sosie serowym

Porcja dla 2 osób

Uwaga: przygotowanie najlepiej zacząć dzień wcześniej i ugotować ziemniaki na zapas – ze starszych wychodzi lepsze ciasto

Składniki:

  • 3 duże ziemniaki
  • 1 jajko
  • 4 garście szpinaku baby
  • sól, pieprz
  • pół szklanki mąki
  • łyżka oliwy
  • 100 ml śmietany 12%
  • 15 dg sera gorgonzola

Do podania polecam kilka słodkich pomidorków koktajlowych – świetnie przełamują ciężki smak i konsystencję sosu serowego.

Przygotowanie:

Ugotowane w osolonej wodzie (najlepiej poprzedniego dnia), wystudzone ziemniaki przeciskamy kilkakrotnie przez praskę tak, by nie było grudek. Szpinak wrzucamy na sitko lub durszlak, zagotowujemy wodę w czajniku i przelewamy szpinak wrzątkiem. Odsączamy go dokładnie wyciskając wodę, siekamy na mniejsze kawałki. Dodajemy do ziemniaków, wbijamy jedno jajko i wlewamy łyżkę oliwy. Mieszamy razem, podsypując odrobiną mąki (maksymalnie pół szklanki, ale im mniej, tym lepiej). Ciasto ma być delikatne, miękkie, ale nie klejące.

Wykładamy masę na stolnicę, kręcimy palcami wałeczki o średnicy około 3 cm. Ostrym nożem kroimy ja w poprzek na kluseczki o długości 2,5-4 cm.

W małym rondelku podgrzewamy razem śmietanę i ser, aż połączą się i utworzą gęsty sos. Trwa to około 5 minut.

W międzyczasie zagotowujemy wodę w szerokim garnku, solimy. Na wrzącą wodę (to ważne, musi być wrząca, nie może być lekko gotująca się) wrzucamy po kilka gniocchi, gotujemy. Gdy wypłyną czekamy jeszcze pół minuty, odcedzamy, wykładamy na talerze.

Gorące gniocchi polewamy sosem serowym i podajemy ze świeżymy, przekrojonymi na pół pomidorkami koktajlowymi.

Smacznego!

Gniocchi z sosem serowym

Skony z fetą i szczypiorkiem

oraz kwaśną śmietaną.

Co to są skony?

Skony wyglądają tak:

Skony z fetą i szczypiorkiem

A smakują tak, że O MÓJ BOŻE. Skony to tak naprawdę angielskie scones, które bezczelnie spolszczam gwałcąc nasz piękny język/historię/kulturę/tradycję*. Nie znajduję po prostu w pięknym polskim języku dobrego słowa na to, czym są. Bułeczki? Nie. Ciastka? No, jak, ciastka z fetą i szczypiorkiem. Dlatego na skony mówię skony, zwłaszcza że (uwaga, pójdzie suchar) – jak stwierdziła moja przyjaciółka Ola – nazwa od razu oddaje to, co się dzieje z człowiekiem po ich zjedzeniu: są tak pyszne, że można skonać (czaicie, skony-skonać, he, he.).

Jakkolwiek suchy jest to żart, skony są naprawdę fantastyczne. Pomysł na te konkretne skony pochodzi z bloga Joy the Baker, przeuroczej Amerykanki, która kocha ser podobnie jak ja, kocha też pieczenie różnych rzeczy, a w albumie ze szkoły średniej miała podpis „Osoba, która prawdopodobnie zrobi najlepszą grillowaną kanapkę z serem” (nieprawda).

Niestety, Joy żyje w świecie kubeczków, cali i uncji, ale na szczęście Człowiek Ser ogarnia Google i przeliczanie uncji na system metryczny, dlatego poniższy przepis wolny jest od tego typu wad i utrudnień. Ponadto Człowiek woli mniej masła, więcej fety i ogólnie to zmienił tamten przepis i robi ten. Skony robi się ekspresowo, są bardzo proste w przygotowaniu (polecam robić skony z dziećmi), bo to super zabawa bez użycia trudnych narzędzi i naprawdę nie ma opcji, żeby coś zepsuć. Cały proces przebiega następująco: kroimy, mieszamy, mieszamy, zagniatamy, wycinamy, zagniatamy, wycinamy, układamy, do pieca. W wersji obrazkowej wygląda to tak:

Krojenie szczypioru Wszystko razem w misce Zagniecione ciasto Skony przed jajkiem i papryką

Dlatego: przepis!

Skony z fetą i szczypiorkiem

Porcja na około 16 skonów, czyli dla 2 obżartuchów lub 4-6 normalnych ludzi

Składniki:

Ciasto:

  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżka cukru
  • 2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
  • 165 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 3 łyżki zimnej wody
  • 180 g kwaśnej śmietany 12% lub 18%

Dodatki:

  • posiekany pęczek szczypiorku
  • 160 g fety pokrojonej w kostkę
  • 1 roztrzepane jajko do smarowania
  • wędzona słodka papryka do posypania

Przygotowanie:

W misce mieszamy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę, sól i pieprz. Zimne masło kroimy na małe kawałeczki, dodajemy do miski i palcami rozcieramy z mąką, aż powstanie masa o strukturze okruchów chleba.

W drugiej misce mieszamy dokładnie jajko, wodę i śmietanę przy pomocy trzepaczki lub widelca. Dodajemy całość do miski z mąką, mieszamy łyżką, aż połączy się w grudowate ciasto. Dodajemy szczypiorek i fetę, zagniatamy rękami w misce lub na stolnicy tak, by składniki rozprowadziły się po całym cieście (nastąpi to szybko, po kilkunastu zagnieceniach).

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.

Ciasto rozpłaszczamy dłońmi lub przy pomocy wałka na grubość około 2.5 cm. Używając szklanki lub okrągłej obręczy do wycinania ciasteczek wycinamy krążki o średnicy około 5 cm (mogą być większe, do 7 cm). Resztki ciasta ponownie zagniatamy, rozwałkowujemy i wycinamy skony, aż skończy się ciasto. Ostatni skon jest zawsze bezkształtnym potworem, ale nie szkodzi.

Skony układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, zostawiając około 3 cm odstępu między nimi (skony nieco urosną). Smarujemy po wierzchu roztrzepanym jajkiem i posypujemy papryką. Pieczemy w 200 stopniach 12-15 minut. Skony powinny być zrumienione i chrupiące na wierzchu, a mokre i ciągnące w środku.

Podajemy na ciepło. Można je podawać same lub z jakimś masłem ziołowym – wtedy ciepłego skona rozrywa się na pół i smaruje masłem, które natychmiast się rozpuszcza i zaczyna pięknie pachnieć i…

Przepraszam, idę robić skony.

Gotowe skony

* Niepotrzebne jest wszystko, ale można coś skreślić.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑